– Listy od wariata? – Stevens zapalił kolejnego papierosa i przez chwilę spowiła go chmura dymu. Powietrze w pubie było jak niebieskawa mgiełka.

– Nie powinienem ci tego mówić. To jest informacja absolutnie nieoficjalna, poza protokołem.

Stevens skinął głową.

– Absolutnie. Tak tylko pytam. Ale takie listy się zdarzają, nie?

– Nie tak znów często. I na pewno nie takie dziwne, jak te, które on dostaje. Nie ma w nich żadnych gróźb, ani nic z tych rzeczy. Tyle, że są po prostu… dziwne.

– Mów dalej. Dlaczego są dziwne?

– No więc w każdym jest kawałek sznurka z zawiązanym węzełkiem i kartka, na której jest napisane coś w rodzaju: „Wszędzie są poszlaki”.

– O cholera. To niesamowite. Cała ta rodzina jest trochę niesamowita. Jeden hipnotyzer, a drugi dostaje anonimy. On przedtem był w wojsku, nie?

– John? Tak, był. A ty skąd o tym wiesz?

– Ja wszystko wiem, Mac. Taka praca.

– I dziwne jest też to, że w ogóle nie chce o tym mówić.

Reporter znów wyglądał na zaciekawionego. Kiedy coś go ciekawiło, lekko mu drgały ramiona. Popatrzył na ekran telewizora.

– Nie chce mówić o wojsku?

– Ani słowa. Parę razy próbowałem go podpytać.

– No więc mówię ci, Mac, to dziwna rodzina. Pij, kolego. Mam tu kupę twojego szmalu na przepicie.

– Świnia z ciebie, Jim.

– Z urodzenia i z przekonania – odparł reporter i uśmiechnął się dopiero drugi raz tego wieczoru.

3

– Szanowni panowie, oczywiście panie też, dziękuję za szybkie zjawienie się tutaj. Na czas całego śledztwa będzie się tu mieściło centrum operacyjne. Więc, jak wam wszystkim wiadomo…

Głos komisarza Wallace’a zamarł, bo drzwi do sali operacyjnej nagle otwarły się z impetem i stanął w nich John Rebus, na którego natychmiast skierowały się oczy wszystkich zebranych. Rebus rozejrzał się zmieszany, uśmiechnął przepraszająco, choć nieskutecznie, do zwierzchnika i usiadł na wolnym miejscu tuż przy drzwiach.



16 из 185