
— A więc mnie pani widzi — stwierdził.
— Widzę.
— Ma pani wszczepy siatkówkowe i wewnątrzuszne, prawda? Ten pokój jest zaprojektowany, by tworzyć wirtuale zgodne z najnowszymi generacjami udoskonaleń centralnego układu nerwowego. Oczywiście dla mnie siedzi pani teraz na grzbiecie dość groźnie wyglądającego rytosaura.
— Czego?
— Krokodyla z triasu. Właśnie zaczyna panią zauważać. Dzień dobry, pani Manzoni.
— Kate.
— A tak. Cieszę się, że przyjęłaś moje, nasze, zaproszenie na kolację, chociaż nie oczekiwałem, że reakcja zajmie ci aż sześć miesięcy.
Wzruszyła ramionami.
— „Hiram bogaci się jeszcze bardziej”. To nie jest sensacyjna wiadomość.
— Aha. Co sugeruje, że teraz usłyszałaś o czymś nowym. — Oczywiście miał rację; Kate milczała. — Albo — dodał — w końcu uległaś mojemu czarującemu uśmiechowi.
— Może bym uległa, gdybyś się tak nie ślinił. Bobby zerknął na swe bezwładne ciało.
— Próżność? Powinniśmy uważać, jak wyglądamy, nawet kiedy badamy świat wirtualny? — Zmarszczył brwi. — Oczywiście masz rację, moi ludzie z marketingu muszą to przemyśleć.
— Twoi ludzie?
— Oczywiście. — „Podniósł” metalową obręcz z sory tuż obok. Wirtualna kopia obiektu oddzieliła się od fizycznego oryginału, który pozostał na sofie. — To nasze Oko Duszy. Najnowsza technologia wirtualna OurWorldu. Chcesz spróbować?
— Właściwie nie. Przyjrzał się jej uważnie.
— Nie jesteś przecież wirtualną dziewicą, Kate. Twoje implanty zmysłowe…
— To właściwie minimum wymagane, żeby poruszać się we współczesnym świecie. Próbowałeś kiedyś przedostać się przez lotnisko SeaTac bez możliwości VR?
Roześmiał się.
— Zwykle mnie przeprowadzają. Ale sądzę, że uważasz to za część gigantycznego spisku korporacji.
— Oczywiście, że tak. Technologiczna inwazja naszych domów, samochodów i biur już dawno osiągnęła punkt nasycenia. Teraz chcą przejąć nasze ciała.
