
— Pani się na mnie gapi — powiedział. Próbowała się bronić.
— Zaskoczył mnie pan. Wiem zresztą, kim pan jest.
Młody człowiek nazywał się Bobby Patterson; był jedynym synem i dziedzicem Hirama, a także słynnym uwodzicielem. Zastanowiła się, ile jeszcze samotnych kobiet wziął dzisiaj na cel.
— A ja znam panią, pani Manzoni. Czy może mam do pani mówić Kate?
— Proszę bardzo. Pana ojca nazywam Hiramem, tak jak wszyscy, chociaż nigdy go nie spotkałam.
— A chcesz? Mogę to załatwić.
— Tego jestem pewna.
Przyjrzał się jej uważnie. Najwyraźniej bawił go ten subtelny słowny pojedynek.
— Wiesz, można zgadnąć, że jesteś dziennikarką, a przynajmniej, że piszesz. Po tym, jak obserwujesz raczej ludzi, reagujących na wirtuala, niż samego wirtuala… Czytałem twoje teksty na temat Wormwoodu. Narobiłaś szumu.
— Nie takiego jak sam Wormwood, kiedy trafi w Pacyfik dwudziestego siódmego maja 2534 roku.
Uśmiechnął się. Zęby miał jak rzędy pereł.
— Intrygujesz mnie, Kate Manzoni — oświadczył. — W tej chwili sięgasz do wyszukiwarki, prawda? Pytasz o mnie.
— Nie. — Zirytowała ją ta sugestia. — Jestem dziennikarką, nie potrzebuję protezy pamięci.
— A ja najwyraźniej tak. Pamiętałem twoją twarz i teksty, lecz nie twoje imię. Czujesz się urażona?
Zjeżyła się.
— A niby dlaczego? Szczerze mówiąc…
— Szczerze mówiąc, wyczuwam w powietrzu odrobinę chemii seksu. Mam rację?
