
— Nieprawda? — warknęła.
— Jak najbardziej — potwierdził Ruark. — Tak, czysta, ponieważ jesteś blisko prawdy, ale połowa to nie całość, najgorsze kłamstwo ze wszystkich.
Dirk odwrócił się na siedzeniu, by spojrzeć na małego, pucołowatego Kimdissianina.
— Słucham?
— Dumny Kavalaan był gwałtowną planetą, to prawda. Ale obecnie wygląda to tak, że przemoc tkwi w samych Kavalarach. Są wrogo nastawieni, wszyscy co do jednego. Wielu z nich to ksenofobi i rasiści. Pyszni i zazdrośni. Ze swymi dumnymi wojnami i kodeksem pojedynkowym, tak, dlatego właśnie kavalarskie autoloty mają broń. Żeby móc walczyć w powietrzu! Ostrzegam cię, t’Larien…
— Arkin! — syknęła Gwen przez zęby. Dirk poderwał się, słysząc gwałtowną złość w jej głosie. Kobieta włączyła grawitor, dotknęła drążka i autolot z jękiem protestu poderwał się do lotu, wznosząc się szybko w górę. Port w dole był jasno oświetlony tylko tam, gdzie pośród mniejszych gwiazdolotów stał „Postrach Zapomnianych Wrogów”, a pozostała jego część pogrążona była w mroku. Ciemność ciągnęła się aż po niewidoczny horyzont, gdzie czarna ziemia zlewała się z jeszcze czarniejszym niebem. Znajdowali się na Krawędzi. W górze ciągnęła się międzygalaktyczna pustka, a w dole mroczna zasłona Welonu Kusicielki. Dirk nie spodziewał się, że poczucie osamotnienia będzie tu aż tak silne.
Ruark dał za wygraną, mrucząc coś pod nosem. Przez długą chwilę w autolocie panowała krępująca cisza.
— Arkin pochodzi z Kimdissa — odezwała się wreszcie Gwen z wymuszonym uśmieszkiem. Dirk za dobrze ją pamiętał, by się na to nabrać. Była tak samo podenerwowana jak przed chwilą, gdy ostro skarciła Ruarka.
— Nie rozumiem — przyznał, czując się głupio, gdyż oboje jego towarzysze najwyraźniej uważali, że powinien to rozumieć.
— Nie urodziłeś się na światach zewnętrznych — zaczął Ruark. — Czy jesteś z Avalonu, Baldura lub jakiegoś innego świata, wszystko jedno. Wy ludzie z Welonu nie znacie Kavalarów.
