Popatrzył na ulice w dole. Kamienie Larteynu przygasły. Ich słaby blask widać było jeszcze jedynie w cieniu. Półmrok zapadł nad miastem niczym szarawy całun, lekko zabarwiony spłowiałą czerwienią. W chłodnym, słabym świetle nocne ognie wygasły, a na milczących ulicach niosło się echo śmierci i pustki.

Dzień Worlomu. Właściwie już tylko półmrok.

— W zeszłym roku było jaśniej — odezwał się nagle czyjś głos. — Co dzień robi się ciemniej i chłodniej. Z sześciu gwiazd Korony Piekieł dwie są teraz schowane za Tłustym Szatanem i nie ma z nich żadnego pożytku, a pozostałe oddalają się i świecą coraz słabiej. Sam Szatan nadal spogląda z góry na Worlorn, ale jego światło jest bardzo czerwone i też coraz słabsze. Planeta weszła w okres długiego zmierzchu. Za kilka lat siedem słońc zmieni się w siedem gwiazd i powróci lód.

Przybysz stał nieruchomo, przyglądając się świtowi. Nogi miał lekko rozsunięte, a dłonie wspierał na biodrach. Był wysokim, szczupłym i muskularnym mężczyzną, rozebranym do pasa mimo chłodu poranka. Jego czerwonawobrązowa skóra wydawała się w świetle Tłustego Szatana jeszcze czerwieńsza. Miał ostre, wydatne kości policzkowe, masywną, kanciastą żuchwę oraz przerzedzające się, opadające na ramiona włosy, czarne jak włosy Gwen. Na przedramionach — śniadych i porośniętych delikatnymi, czarnymi włoskami — nosił dwie masywne bransolety. Na lewym nefryt i srebro, a na prawym czarne żelazo i czerwony świecik.

Dirk nie ruszył się ze swego miejsca na skrzydle autolotu. Mężczyzna popatrzył na niego.

— Jesteś Dirk t’Larien i kiedyś byłeś kochankiem Gwen.

— A ty jesteś Jaan.

— Jaan Vikary ze Zgromadzenia Ironjade — potwierdził tamten. Podszedł bliżej i uniósł puste dłonie, skierowane wewnętrznymi powierzchniami do przodu.



21 из 361