
To były niespokojne stulecia, gdy Dumny Kavalaan i inne światy zewnętrzne po raz pierwszy poznały smak chwały i gorąco pragnęły odnaleźć swe miejsce w pełnej nieszczęść historii ludzkości. Wszyscy wiedzą, co się wówczas wydarzyło. Krąg Ognia zawsze był chlubą światów zewnętrznych, lecz do tej pory była to chluba pozbawiona planet.
Gdy Worlorn zbliżał się do źródła blasku, panowało na nim stulecie burz: lata topnienia lodu, aktywności wulkanicznej i trzęsień ziemi. Zamarznięta atmosfera budziła się stopniowo do życia, a straszliwe wichry zawodziły niczym monstrualne niemowlęta. Temu właśnie musieli stawić czoło przybysze ze światów zewnętrznych.
Terraformerzy nadlecieli z Tobera w Welonie, a strażnicy pogody — z Mrocznego Świtu. Dotarły też inne ekipy: z Wolfheimu, Kimdissa, Emerelu p.i. oraz Świata Oceanu Czarnego Wina. Wszystkim kierowali ludzie z Dumnego Kavalaanu, gdyż właśnie ten świat ogłosił swą suwerenność nad wędrowcem. Walka przybyszy trwała z górą stulecie, a ci, którzy zginęli, są nadal dla dzieci Krawędzi czymś bliskim mitu. W końcu jednak Worlorn poskromiono. Powstały na nim miasta, w świetle Kręgu wyrosły niezwykłe lasy, a na swobodę wypuszczono zwierzęta, które ożywiły planetę.
W 589 p.i. zaczął się Festiwal Krawędzi. Tłusty Szatan wypełniał czwartą część nieba, a wokół niego jasno płonęły jego dzieci. Pierwszego dnia Toberczycy pozwolili, by ich stratotarcza zamigotała, dzięki czemu chmury i blask słońc zatańczyły w kalejdoskopowych wzorach. Potem nadeszły kolejne dni i przyleciały statki. Ze wszystkich światów zewnętrznych, a także z innych, leżących dalej. Z Tary i Daronne po drugiej stronie Welonu, z Avalonu i Świata Jamisona, z planet tak odległych, jak Newholme, Stary Posejdon, a nawet sama Stara Ziemia. Przez pięć standardowych lat Worlorn mknął ku perihelium, a przez pięć następnych oddalał się od niego. W roku 599 p.i. festiwal zamknięto.
