
— Podpisz tu — powiedział szef personelu, cichy czarny chłopak nazwiskiem Andersen. Był studentem medycyny — w dzień — i zawsze wyglądał tak, jakby nie spał przez dwie ostatnie noce.
Rydell wziął notatnik oraz pióro świetlne i złożył podpis. Andersen wręczył mu kluczyki.
— Powinieneś trochę odpocząć — rzekł Rydell. Andersen uśmiechnął się słabo. Rydell podszedł do Gunheada, wyłączając alarm. Ktoś napisał w środku — Gunhead — zielonym pisakiem na panelu nad przednią szybą. Nazwa przyjęła się, głównie dlatego, że podobała się Sublettowi. Sublett był Teksańczykiem, uchodźcą z jakiegoś upiornego obozowiska przyczep kempingowych zajmowanych przez wideosektę. Mówił, że jego matka szykowała się, by sprzedać jego tyłek kościołowi — cokolwiek miało to oznaczać. Sublett nie palił się, żeby o tym mówić, ale Rydell doszedł do wniosku, że ci ludzie uznali wideo za ulubiony środek przekazu Pana, a ekran za rodzaj wiecznie gorejącego krzewu.
— On jest w szcze-gółach — powiedział kiedyś Sublett. — Trzeba go tylko dobrze poszukać.
Jakąkolwiek formę przybierała ta wiara, Sublett niewątpliwie obejrzał więcej programów telewizyjnych niż ktokolwiek ze znanych Rydellowi osób, głównie starych filmów na kanałach nie nadających niczego innego. Sublett powiedział, że Gunhead to nazwa automatycznego pojazdu opancerzonego w japońskim filmie o potworach. Hernandez uważał, że Sublett sam wypisał tę nazwę. Sublett zaprzeczał. Hernandez kazał zetrzeć napis. Sublett zignorował polecenie. Napis pozostał, ale Rydell wiedział, że Sublett jest zbyt wielkim legalistą, aby popełnić taki akt wandalizmu, a poza tym atrament pisaka mógł go zabić.
