
— Hej, wyglądasz doskonale — odezwała się żartobliwie Vivien. — Gdyby kiedyś znudziły ci się te wszystkie religijne bzdury, poradziłabyś sobie w życiu bez problemu.
Siostra Beatrice lekko się zaczerwieniła i odeszła od lustra. Miała właśnie opowiedzieć asystentce o świecącym pierścieniu, kiedy drzwi do łaźni się otworzyły i do środka weszły dwie inne michalitki. Postanowiła zaczekać na inną okazję.
Tymczasem Vivien wyjęła czystą sztukę długiej bielizny z kosza z napisem ROZMIAR ŚREDNI oraz czysty niebieski habit ze stojącego tuż obok drugiego kosza.
— Mam nadzieję, B, że cię nie uraziłam — odezwała się, kiedy dołączyła do Beatrice. — Czasem nie mogę ścierpieć, że muszę zachowywać się przez cały czas jak święta.
— Nikt nie mówi, że musisz być doskonała — odrzekła Beatrice, wkładając przez głowę czysty habit. Odwróciła się i spojrzała poważnie na Vivien. — Musisz jednak pamiętać, kim jesteś i czym jesteś… i dawać dobry przykład innym.
— Oho — odparła siostra Vivien, próbując humorem stępić ostrze wymówki Beatrice. — Domyślam się, że bycie mniszką zakonu świętego Michała oznacza, że już nigdy nie będę mogła podziwiać naturalnego piękna tego, co Bóg stworzył.
Wbrew samej sobie Beatrice uśmiechnęła się i pokręciła głową.
— Czasami, moja droga, jesteś naprawdę niepoprawna.
— A zatem mi wybaczasz? — zapytała ją Vivien. Nie czekając na odpowiedź, podskoczyła z powrotem do lustra, by poprawić kornet. — Ciekawa jestem, w jaki sposób włożyłaby ten kapelusz moja jamajska matka — powiedziała. — Ostatnio, kiedy ją widziałam, w Boże Narodzenie, stwierdziła, że habit się jej podoba, ale że w tym kornecie zupełnie mi nie do twarzy…
Obie kobiety przeszły razem przez most pontonowy i znalazły się w głównej części parku. Podążyły w stronę budynku kierownictwa miasteczka namiotów. Miejsce to, zanim przekazano park michalitom, było posterunkiem policji.
— Ostatniej nocy doszło w Dell do awantury — zaczęła Beatrice, starając się całkowicie skupić na czekających ją tego dnia obowiązkach.
