
Była to zresztą w równym stopniu kwestia potrzeb jak i estetyki. Patrol zatrudniał niewielki personel w porównaniu ze skalą zadań.
— Odnoszę wrażenie — powiedział powoli Everard — że nie chodzi tu o zwykłe skorygowanie interferencji ekstratemporalnej.
— Właśnie — potwierdził ochrypłym głosem Sandoval. — Kiedy zameldowałem o moim odkryciu, biuro środowiska juanskiego przeprowadziło drobiazgowe śledztwo. Nie mogło być mowy o podróżnikach w czasie. Chan Kubilaj
— Chińczycy mieli niebagatelne tradycje morskie — myślał głośno Manse. — To zupełnie naturalne. Gdzie zatem interweniujemy?
Zapalił fajkę i zaciągnął się głęboko. Ponieważ Sandoval nadal milczał, zapytał:
— Jak odnalazłeś tę wyprawę? Przecież nie w kraju Nawahów, prawda?
— Do diabła, nie ograniczam się do badania mojego plemienia! — burknął Sandoval. — W Patrolu pracuje za mało Indian, a trudno jest badać ludzi innych ras. Badałem migracje Atabasków. (Jack Sandoval, podobnie jak Keith Denison, był specjalistą odtwarzającym dzieje ludów, które nigdy ich nie spisały, żeby Patrol wiedział, jakie wydarzenia powinien chronić).
— Pracowałem po wschodniej stronie Gór Kaskadowych, w pobliżu Crater Lake — ciągnął. — To kraina Lutuami, ale miałem powody do przypuszczeń, że zawędrowało tam pewne plemię Atabasków, którego ślad zgubiłem. Tubylcy mówili o tajemniczych cudzoziemcach przybyłych z północy. Poleciałem tam, żeby rzucić na nich okiem i natknąłem się na mongolskich jeźdźców. Wróciłem po ich śladach i znalazłem ich obóz nad rzeką Czehalis, gdzie inni Mongołowie pomagali chińskim marynarzom pilnować statków. Wskoczyłem na chronocykl i szybko udałem się do centrali, żeby o tym zameldować.
Eyerard usiadł i długo patrzył na swojego rozmówcę.
