
– Wiem, wiem. Już rozmawiałem z Songbird, Indianką. Będziesz miała więcej pomocników, niż potrzebujesz. Dominique, będziesz tu mogła żyć jak królowa.
Cicho chrząknęła z ironicznym powątpiewaniem.
– Królowa Odludzia. Cudownie to brzmi, prawda?
Od tego dnia przez cały czas nienawidziła tego miejsca. Nie znosiła tego jeziora. Przeczuwała, że nic dobrego nie może się wydarzyć w promieniu kilku kilometrów od piaszczystych brzegów jeziora Arrowhead.
Jak się później okazało, miała rację.
Dutch nieco szerzej uchylił okno, żeby wpuścić więcej wilgotnego letniego powietrza. Ozłocona gorącym słońcem woda wyglądała na spokojną i nic nie wskazywało na to, że mogła być przyczyną takiej tragedii i udręki.
– A to sukinsyn! – mruknął, ściskając w zębach cygaro. Chwycił butelkę szkockiej, którą przywiózł z miasteczka, i wysiadł z samochodu. Sztywnym krokiem szedł w stronę drzwi wejściowych, brodząc przez grubą warstwę szyszek i igliwia. Otworzył bez trudu, jak gdyby ktoś już na niego czekał. Podeszwy jego butów klaskały o zakurzoną podłogę i odniósł wrażenie, że słyszy, jak mysz ucieka do ciemnego kąta.
W kuchni poszperał w szafkach i znalazł szklankę od lat nie wycieraną z kurzu. Wcześniej zadzwonił do dostawców prądu, łączności, gazu i wody, więc teraz już wszystko działało. Za kilka dni dom będzie posprzątany od strychu po piwnice, a jego dorosłe córki przyjadą tu, czy im się to podoba, czy nie.
Wytarł szklankę palcami i nalał sobie do pełna. Potem wszedł po schodach na górę i przekroczył próg sypialni – tej samej, którą przez wiele lat dzielił z Dominique. Masywne łoże z czterema słupami bez pościeli, materac przykryty folią. Podszedł do okna, odsłonił je i popijając whisky, patrzył na basen kąpielowy, w którym od dawna nie było wody, a do dna przylgnęły zgniłe liście i brud. Domek kąpielowy przy skoczni był od lat zamknięty. Sięgnął okiem dalej, na jezioro, które uwielbiał. Gdy patrzył na spokojną wodę, ogarnęło go przerażające uczucie, że w mózgu ma nieustannie tykający zegar.
