
– Więc cię nie przestraszył?
– Raczej nie, ale mnie trudno przestraszyć – odparła Louise. Uśmiech na jej ustach nieco zbladł. Miranda pomyślała o byłym mężu Louise, człowieku, który regularnie ją bił i przez kilka lat straszył, że zabije. W końcu Louise zebrała siły i wyrwała się z tego straszliwego związku. – Ale jest w nim coś, co wzbudza moje podejrzenia. Kiedy go nie wpuściłam dalej, zatrzymał się przy biurku Debbie, oparł się o nie biodrami, uśmiechnął się i zaczął czarować.
– To on ma w sobie jakiś urok? – spytała Miranda.
– Tak, trochę… O ile lubisz facetów, którzy włączają go na zawołanie: krzywy uśmiech, dołek w policzku, jak z reklamy. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to właśnie to w nim jest straszne. W każdym razie zaczął wypytywać Debbie o różne dziwne rzeczy. O ciebie. Pytania osobiste. Rzecz jasna, nie mogła na nie odpowiedzieć, tak naprawdę niewiele jej się wymsknęło. A gdy podeszłam do nich, szybciutko się ulotnił.
– Może to reporter. – Miranda przewiesiła torebkę przez ramię i zabrała walizeczkę z biurka.
– To dlaczego nie zostawił wizytówki? Numeru telefonu? Nie umówił się na jakieś spotkanie? Co? Mówię ci, dziewczyno, że ten facet nie jest w porządku. Nie ma uczciwych zamiarów.
– Takich tu mamy na pęczki.
Louise pokręciła głową. Czarne loki zalśniły w jaskrawym świetle.
– Mylisz się, kochanie. Nie mamy tu takich. Nie w siedzibie prokuratora okręgowego. I choć facet nie wygląda jak szaleniec ze spluwą, radzę ci, żebyś bardzo uważała.
– Ale Pertillo go sprawdza, prawda? Louise wzruszyła ramionami.
– Stara się.
– Nie martw się – rzuciła Miranda, przystając w drzwiach. – Biorę kilka dni wolnego. Może ten ktoś da za wygraną i schowa się do nory, którą nazywa swoim domem.
