
Cha Thrat wydała odgłos, którego autotranslator nie przetłumaczył. Lioren wbił w Cerdala spojrzenie obu par oczu, a O’Mara zacisnął mocno usta, aby powstrzymać się od wybuchu. Pomyślał ze złością, że być może Cemmeccanie są znacznie bardziej podobni do Kelgian, niż dotąd sądził. Ten tutaj nie pojmował, albo udawał, że nie pojmuje, na czym polega dyplomacja, takt czy chociaż prosty szacunek wobec urzędu. Ojczulek musiał dojść do podobnych wniosków i to on odezwał się pierwszy.
— Z materiałów zebranych w naszej bibliotece wynika, że nie należy pan do szczególnie uprzejmej rasy — powiedział. — Czy zgadza się pan z tym sądem?
— Rozumiem, na czym polega uprzejme zachowanie, i sam uciekam się do niego w wymagających tego sytuacjach. Niemniej, choć ułatwia ono odnalezienie się w różnych kontaktach społecznych, może czasem prowadzić do konfliktów. Nie wątpię, że moja praca będzie skłaniać mnie czasem do stonowanego zachowania, chociażby w terapii, obecnie jednak bardziej wskazana wydaje mi się szczera bezpośredniość. Na dłuższą metę posłuży zapewne lepiej niż udawanie uległości czy uniżoności. Ufam, że moje obecne starania nie okażą się tylko stratą czasu.
Z głośnika dobiegło chrząknięcie Braithwaite’a.
— Czy w ramach dodatkowego przygotowania do tej rozmowy zapoznał się pan z dostępnymi materiałami dotyczącymi charakteru obecnego administratora? — spytał porucznik. — Czy przestudiował je pan, aby właściwym zachowaniem zwiększyć swoje szanse?
— Oczywiście — odparł bez wahania Cerdal.
O’Mara już się uspokoił, postanowił jednak nie odzywać się, skoro pozostali zadawali właściwe pytania. Jak dotąd Cerdal radził sobie nie najgorzej.
