
– Mój panie, zignorował pan znak “stop”. O mało nie rozbiliśmy się obaj. To była ewidentnie pańska wina, ponieważ ja miałem pierwszeństwo przejazdu.
– Książę Djaro ma zawsze pierwszeństwo – odparł szofer wyniośle. – Inni powinni schodzić mu z drogi.
Pete, Bob i Jupiter zdążyli się już pozbierać i zaintrygowani obserwowali zajście. Mężczyźni, którzy wyskoczyli z limuzyny, w swym podekscytowaniu zdawali się tańczyć wokół smukłego Worthingtona. Najwyższy z nich, wyraźnie kierujący pozostałymi, odezwał się po angielsku:
– Kretynie! – wrzasnął do Worthingtona. – O mało nie zabiłeś księcia Djaro! Mogłeś spowodować zatarg międzynarodowy! Winieneś zostać ukarany.
– Przestrzegałem przepisów drogowych, a wy nie – odparł Worthington śmiało. – Wina jest po stronie waszego kierowcy.
– O co chodzi z tym księciem? – Pete spytał szeptem Boba.
– Nie czytasz gazet? Pochodzi z Europy, z kraju zwanego Warania, jednego z siedmiu najmniejszych państw świata. Odbywa podróże krajoznawcze i teraz odwiedza Stany Zjednoczone.
– O rany! A myśmy o mało nie zrobili z niego placka!
– Worthington miał pierwszeństwo – odezwał się Jupiter Jones. – Chodźcie, trzeba go wesprzeć moralnie.
Wygramolili się z samochodu. W tym samym momencie otworzyły się drzwi limuzyny i wysiadł z niej chłopiec, niewiele wyższy od Boba, o kruczoczarnych, z europejska przystrzyżonych włosach. Mógł być zaledwie o dwa lata starszy od trzech chłopców, mimo to natychmiast opanował sytuację.
– Cisza! – zawołał i jazgocący mężczyźni wokół Worthingtona umilkli, jak nożem uciął. Chłopiec machnął ręką i usunęli się z respektem. Wtedy podszedł do Worthingtona i zwrócił się do niego w doskonałej angielszczyźnie. – Chciałbym przeprosić. Wina była po stronie mego kierowcy. Dopilnuję, by na przyszłość przestrzegał przepisów drogowych.
