
Wódz zwiadowców dostrzegał słabość Drogi Wojny, która wzywała do ślepych, szalonych ataków na wroga, i czuł, że musi istnieć inna droga. To dlatego odpowiedział na wiadomość przefiltrowaną przez Sieć. I oto pojawiła się nowa Droga i nowy mesjasz, który miał ich poprowadzić do ziemi obiecanej interioru. Wiedział, że nowa droga będzie trudna, ale nie spodziewał się, że aż tak.
— Będę… będę posłuszny, estanaar — powiedział. — Nie rozumiem, ale będę posłuszny. — Przerwał i wrócił do wcześniejszej rozmowy. — Ogień z nieba… artyleria… spadł bez ostrzeżenia. To znaczy nasze tenarale uprzedziły, że się zbliża, ale dopiero wtedy, kiedy wisiał już nad naszymi karkami. Kiedy padł Ramsardal i zobaczyłem ogrom zniszczeń, zacząłem się wycofywać. Wiedziałem, że to ludzcy snajperzy, ale przez ogień… artylerię tenarale nie mogły ich wykryć. Zebrałem tak wielu oolt’os, jak mogłem, i najszybciej jak się dało wycofałem się spod ostrzału.
— Umiesz posługiwać się mapą? — spytał Staraquon.
— Ja… — Młody kessentai nerwowo nastroszył grzebień, ale w końcu go złożył. — Nie wiem, co to jest mapa…
— Możesz nazywać mnie Esstu — powiedział spokojnie Staraquon. — Zbieram informacje o ludziach. Kessentai Essthree przeszkoli cię później w posługiwaniu się mapami; zasadniczo jest to obraz Ziemi widzianej z powietrza. Chciałbym wiedzieć, gdzie miała miejsce potyczka. Skoro napotkaliście ogień snajperów, musiał to być jeden z oddziałów rozpoznania, ludzki lurp, a nie ostrzał kierowany ich czujnikami. Jeśli gdzieś tam jest oddział zwiadu, prawdopodobnie idzie do nas, żeby zobaczyć, co robimy. Nie możemy do tego dopuścić. Dlatego musimy wiedzieć, gdzie i kiedy miała miejsce ta potyczka.
Wszechwładca znów nastroszył grzebień i szczęknął zębami.
— Odbyła się zeszłej nocy. Droga do tego rejonu przebiegała blisko ludzkich linii, ale tylko taką znałem, więc ją wybrałem. Mogę pokazać, gdzie to jest, ale nie umiem opowiedzieć.
