
– Zgadzam się i jest mi bardzo przykro – szepnęła drżącym głosem, sięgając po torebkę. – Proszę… – Podała mu list, który zostawiła jej Marianne. Znalazła go na kuchennej szafce, kiedy przyprowadziła chłopca z przedszkola. – Proszę to najpierw przeczytać, a potem powiem panu wszystko, co wiem.
Patrzył na nią z wściekłością, powoli przenosząc wzrok na kopertę. To była chyba najgorsza chwila w jej życiu. Widziała, jak bardzo jest rozdarty, jak bardzo bezradny. Ona sama czuła się podobnie. Marianne, jak mogłaś mu to zrobić?
– Jilly? Czy wy się całujecie? – Po chwili Kip był już z powrotem.
– Niezupełnie, kolego – odpowiedział Zane.
Jill nie była w stanie wydusić ani słowa.
Zane niechętnie zwolnił uścisk i wyjął kopertę z jej palców. Jill pomyślała, że nigdy nie zapomni dotyku jego silnej dłoni. Pomyślała też, że gdyby Kip nie zjawił się w porę, Zane pokazałby jej, co potrafi, kiedy wyprowadzi się go z równowagi.
Najwidoczniej sądził, że jest kobietą pokroju Marianne. Bała się, że będzie ją oskarżał o współudział w spisku, a ona nie będzie w stanie dowieść, że jest inaczej.
Boże! Co za ironia losu! I to właśnie teraz, kiedy Zane Doyle zaczynał znaczyć dla niej więcej niż Harris Walker czy jakikolwiek inny mężczyzna. A znała go przecież dopiero od dwóch godzin.
– Pomyślałem, że twoja nauczycielka miałaby ochotę odświeżyć się przed obiadem.
Kip nie miał pojęcia, co się właściwie dzieje, ale Jill domyśliła się, że Zane daje jej do zrozumienia, że nie ma ochoty jej oglądać. Poza tym chciał chyba zostać sam na sam z synem, przyzwyczaić się do zaistniałej sytuacji.
Rozumiała go doskonale i dlatego wyszła z łazienki dopiero wtedy, kiedy Kip zawołał, że obiad gotowy.
ROZDZIAŁ CZWARTY
– Pomóż Jilly pozmywać, a ja pójdę na górę się przebrać. Potem pójdziemy po drewno, zgoda?
– Zgoda! – zawołał chłopiec ochoczo. – Tylko się pospiesz.
