
— Mówiłem, że jest zrównoważony — powiedział z przekonaniem Weston. — Nie twierdziłem, że jest nadludzko zrównoważony. Mówiłem panu, że jest wyjątkowo udanym okazem człowieka. Ale pan wysłał go w miejsce, od którego człowiek powinien się trzymać z daleka.
Hawks skinął głową.
— Ma pan, oczywiście, rację. To moja wina.
— Właściwie — wtrącił pośpiesznie Weston — był ochotnikiem. Wiedział, że to będzie niebezpieczne. Wiedział, że musi się liczyć ze śmiercią.
Hawks nie zwracał już na niego uwagi. Patrzył znów prosto ponad swoim biurkiem.
— Rogan? — odezwał się cicho — Rogan?
Czekał, wpatrzony w prawie bezgłośnie poruszające się wargi Rogana. Wreszcie westchnął i zwrócił się do Westona:
— Czy może pan mu jakoś pomóc?
— Mogę go wyleczyć — powiedział Weston z przekonaniem. — Kuracja elektrowstrząsowa. W ten sposób zapomni to, co się z nim tam działo. Będzie zdrów.
— Nie wiedziałem, że amnezja po elektrowstrząsach jest trwała.
Weston spojrzał zdziwiony na Hawksa.
— Oczywiście, może wystąpić potrzeba powtórzenia kuracji.
— W określonych odstępach czasu, aż do końca życia.
— Nie zawsze tak jest.
— Ale często.
— No tak…
— Rogan — prawie wyszeptał Hawks. — Rogan, przepraszam cię.
— Ciemno… Boli i strasznie zimno… i tak cicho, że słyszę samego siebie…
* * *
Doktor Edward Hawks szedł samotnie po betonowej podłodze głównego laboratorium. Nie patrząc, wybierał drogę między generatorami i konsolami, aż zatrzymał się przed odbiornikiem przekaźnika materii.
