
Kartkował wolno książkę, nie czytając wyblakłego pisma, chwytał tylko pojedyncze, stereotypowe zwroty, kursowe cyfry, wyniki obliczeń — nie zatrzymywał się nigdzie, jakby szukając w niej czegoś innego. Ze strumienia kartek wyłoniła się jedna — na górze:
Statek wprowadzony do stoczni Ampers-Hart na remont I kategorii.
Data pochodziła sprzed trzech lat.
I cóż takiego ulepszyli? Nie był taki znów ciekaw, ale przejrzał spis robót, dziwiąc się coraz bardziej — wymieniono pancerze dziobowe, szesnaście sekcji pokładów, wręgi obsady reaktora, grodzie hermetyczne…
Nowe grodzie i wręgi?
Prawda — agent mówił coś o jakiejś starej awarii. Ale to nie była zwykła awaria — raczej katastrofa.
Odwrócił stronę, żeby dowiedzieć się czegoś z zapisów poprzedzających remont. Najpierw znalazł port przeznaczenia: Mars. Ładunek: drobnica. Załoga: pierwszy oficer-inżynier Pratt, drugi — Wayne, piloci Poiter i Nolan, mechanik Simon…
A dowódca?
Cofnął się jeszcze o stronę i drgnął.
Data przejęcia statku — sprzed dziewiętnastu lat. I podpis:
Pierwszy nawigator — Momssen.
Momssen!
Owionął go suchy żar.
Jak to Momssen? Przecież chyba nie ten Momssen! Przecież… przecież tamto — to był inny statek!
Ale data zgadzała się: upłynęło od niej dziewiętnaście lat. Zaraz. Tylko powoli. Powoli.
Wrócił do książki okrętowej. Zamaszyste, wyraźne pismo. Wyblakły atrament. Pierwszy dzień podróży. Drugi, trzeci. Mierny przeciek reaktora: 0,4 rtg/godzinę. Nałożono plomby. Obliczenia kursu. Gwiazdowy fix.
