
— PAL PELENG do A siedem Terraluna, sto osiemdziesiąt koma czternaście, sto sześć koma sześć. Odchylenie rosnące liniowo. Koniec.
— Albatros cztery Aresterra, woła PAL Główna, PAL Główna, schodzę tankować sektor II, schodzę tankować sektor II, idę na rezerwie. Odbiór.
— A siedem Terraluna, woła PAL PELENG…
Reszty nie słyszał, połknęło ją brzęczenie muchy. Ucichła.
— Główna do Albatrosa cztery Aresterra, tankowanie kwadrant siódmy. Omega Główna, tankowanie przeniesione Omega Główna. Koniec.
— Oni się tu umyślnie zebrali, żebym nic nie słyszał — pomyślał Pirx.
Przetiwpotna bielizna pływała na nim. Mucha, brzęcząc, zataczała wściekłe kręgi nad tarczą Kalkulatora, jakby usiłowała za wszelką cenę dogonić własny cień.
— Albatros cztery Aresterra, Albatros cztery Aresterra do PAL Główna, wychodzę na kwadrant siódmy, wychodzę na kwadrant siódmy, proszę pilotaż interkomem. Koniec.
Słychać było oddalający się pisk interkomu, który utonął w rosnącym brzęczeniu. Wyłoniły się z niego słowa:
— JO dwa Terraluna, JO dwa Terraluna, woła AMU 27, AMU 27. Odbiór.
— Ciekawość, kogo on woła? — pomyślał Pirx i aż podskoczył w pasach.
— AMU — chciał powiedzieć, ale zachrypłe gardło nie przepuściło nawet dźwięku. W słuchawkach brzęczało. Mucha. Zamknął oczy.
— AMU 27 do JO dwa Terraluna. Jestem kwadrant cztery, sektor PAL, włączam pozycyjne. Odbiór.
Włączył swoje pozycyjne światła — dwa czerwone z boków, dwa zielone na dziobie, jedno niebieskie z tyłu, i czekał. Nic nie było słychać oprócz muchy.
— JO dwa bis Terraluna, JO dwa bis Terraluna, wzywam… — brzęczenie.
