
*
Świtało, gdy dorożką wracali do domu.
– “Kto nie widział Kairu, niczego nie widział” – westchnęła Sally.
– Co mówisz, sikorko? – z roztargnieniem zapytał Nowicki.
– Powtarzani stare arabskie przysłowie – odpowiedziała Sally. – Czy wiecie, że nazwa “Kair” oznacza “Miasto Zwycięstwa”?
– Skoro tak mówisz… – zmęczony Tomek nie wykazywał zbytniego entuzjazmu.
– Cała historia zaczęła się od… gołąbka… – Sally nie poczuła się zrażona brakiem zainteresowania. – Najpierw jednak była tu twierdza zwana Babilonem.
– A później rządzili Rzymianie – wtrącił Tomek.
– Tak. Wreszcie przybyli Arabowie. Ich wódz, Amer Ibn el-As, po zajęciu w 640 roku Aleksandrii i ówczesnej stolicy kraju, miasta Memfis, pomaszerował na wschód.
– Tak i zatrzymał się w okolicach dzisiejszego Starego Kairu.
– Tam, gdzie Nil rozdzielał się na kilka ramion, tworząc deltę. Stanął dokładnie w miejscu, gdzie rosły na wpół zasypane pustynnym piaskiem palmy.
– I tu założył swój obóz? – dał się wciągnąć w rozmowy Nowicki.
– Owszem. Z okrzykiem “zwycięstwo”, czyli po arabsku El-Kahirach, wzniósł ozdobiony drogocennymi kamieniami miecz. Jednym cięciem miecza naznaczył linię na piasku, wydając rozkaz: “Tu stanie mój namiot”. Rankiem okazało się, że na namiocie uwiła gniazdo gołębica. Uznano to za dobrą wróżbę i postawiono w tym miejscu meczet o nazwie Al-Fostat, czyli Namiot. U stóp świątyni rozrosła się najstarsza dzielnica Kairu.
– A od kiedy miasto nosi dzisiejszą nazwę? – drążył Nowicki.
– Od X wieku, gdy władzę przejęła dynastia Fatymidów. Legenda mówi, że nad Fostatem ukazała się wtedy świecąca smuga od planety Mars i że dlatego stolicy nadano nazwę “Miasto Zwycięstwa”.
