Z udaną swobodą wzruszyłem ramionami.

– Podwajam stawkę – powiedziałem cichym głosem, dając do zrozumienia, że taka stawka to dla mnie drobiazg.

– Nie powinnam była grać przeciw panu.

Jej kasztanowe włosy o rudawym odcieniu były zaczesane do góry i spięte złotym łańcuszkiem, którego ścisłe ogniwa przypominały rybie łuski. Uczesanie to podkreślało piękno jej włosów. Rano wydawała mi się rumiana, w rzeczywistości padła po prostu ofiarą słońca. Skromny raczej makijaż wykorzystywał ten naturalny podkład w sposób zaskakujący, podkreślając urodę jej rysów. Ubrana była w zieloną suknię z małym dekoltem, obok którego przypięła różę z czarnej koronki. Kreacja ta zapewne nie pochodziła z Paryża, nie była zbytnio szykowna, ale pasowała do niej.

Usłyszałem stukot kulki. Tym razem wyszły czarne, co oznaczało, że moje trzydzieści tysięcy franków przepadło. Wykorzystałem tę chwilę, żeby zaprosić moją towarzyszkę do baru.

– Szampano?

Zaśmiała się.

– Czy pani wie, że zostawiła w moim samochodzie torbę plażową?

– Wiem. Zmartwiłam się z powodu okularów, ale miałam nadzieję, że znowu pana spotkam...

Miało nadzieję, że mnie spotka z powodu okularów przeciwsłonecznych... Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił mi przyjemność. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Była pełna wdzięku, poruszała się z niezwykłą swobodą; pierwszy raz w życiu zetknąłem się z tak ujmującą urodą.

– Dlaczego pan mi się tak przygląda? – zapytała w końcu. – Czy coś nie w porządku?

– Pani jest piękna!

Odwróciła oczy, a po małej chwili oświadczyła:

– Swoją pierwszą podróż do Francji odbyłam w ramach wycieczki. Byłam wówczas młodą dziewczyną. Przed wyjazdem nasz przewodnik powiedział między innymi, że pierwszą rzeczą, jaką Francuz czyni, gdy jest sam na sam z kobietą, to mówi jej, że jest piękna.

– Cieszę się, że się pani nie rozczarowała, mademoisełle...

– Madame!

– Och, przepraszam. Pani pozwoli, że się wreszcie przedstawię: Jean-Marie Valaise.



4 из 102