
– Odstawiłaś…? – Przeciwnie. Żarłam przez całe wakacje. No, nie przez całe, ale razem będzie trzy tygodnie. Białe wino, okazuje się, nie szkodzi, ale skoro teraz nie mam ostryg, nie czepiam się i białego wina. Zostaw te diety-cud, załatwmy trupa! – Do odbierania apetytu niezły. Tylko mnie tu wychodzą dwa trupy.
– Fatalna sprawa. Mnie też.
Rozważyłyśmy całą kwestię jeszcze raz, co przyniosło mi dużą ulgę, bo już myślałam, że zostawiłam własnemu losowi żywego i ciężko poszkodowanego faceta, który w rezultacie umarł przeze mnie. Gdybym wezwała do niego pomoc od razu, może by wyżył, a tu proszę, bez pomocy wytrzymał do pierwszej i cześć, tymczasem nic podobnego, do pierwszej wytrzymał jakiś drugi, uduszony, z czaszką w nieskazitelnym stanie, o którym nie miałam najmniejszego pojęcia.
No dobrze, a gdzie, wobec tego, podział się tamten wcześniejszy…?
– Duża rzecz – oceniła Martusia z przejęciem, które przygłuszyło nieco jej cierpienia na tle Dominika. – Popatrz, mamy nawet jakiś wybór. Musimy się zdecydować, który nam bardziej pasuje.
– Możemy użyć obu – zaproponowałam po bardzo krótkim namyśle. – Nic tak nie ożywia akcji jak drugi trup.
– Ale tak raz za razem? Należałoby ich oddzielić. Rozwłóczyć w czasie.
– No pewnie, że ich rozwłóczymy! Pi razy oko jakieś osiem odcinków. Groza narasta i jest drugi. Kto się oderwie? Wszyscy będą oczekiwali trzeciego, ale trzeciego uratujemy, dzięki czemu sedno zbrodni wyjdzie na jaw.
– Byłoby może dobrze, gdybyśmy przedtem znalazły sedno zbrodni, co…? – A jeszcze lepiej, gdybyśmy się czegoś dowiedziały o tych żywych trupach. Pardon, prawdziwych. Mam na myśli realia. Czy z Dominikiem doszłaś do jakiejś ugody? Martusia sklęsła jakoś w sobie i zastanowiła się głęboko, po odrobinie popijając swoje zamyślenie piwem.
– Wiesz, chyba nie. Odegnał mnie od siebie moralnie. Chyba tym razem przestał mnie kochać na zawsze, przez to cholerne kasyno.
