
– Mówi cholernie dużo – odparłam natychmiast, zarazem usiłując przypomnieć sobie, jak długo trwa otwieranie i zamykanie mostu, a zatem ile czasu mamy na rozmowę. – Słodki Kocio w przeszłości, nazwisko też znałam, ale nie kojarzyłam z ksywą.
Padł trupem nad twoją głową.
– A, to już wiesz! – ucieszyła się Anita. – Jesteś pewna, że trupem? Całkowitym? – Gruntownie i dokładnie.
– Tak mi się właśnie wydawało. Czy on miał karę śmierci? Bo do tego nie dotarłam.
– Miał. Prawomocną. Teoretycznie i na piśmie została wykonana.
– A praktycznie? – Wręcz przeciwnie. Nie zadawaj głupich pytań, bo most zamkną. Skoro widziałaś go żywego…
– Odwrotnie, sama mnie upewniłaś, że martwego. Teraz, nie wtedy. Za to, skoro nie została wykonana, wiem dlaczego i kto się nim zaopiekował. I kto i dlaczego rąbnął go teraz.
Gwałtownymi gestami kazałam Marcie podnieść drugą słuchawkę. Uczyniła to i prawie przestała oddychać.
– Dlaczego, zgaduję – powiedziałam do Anity. – Kto? – Niestety, motyw jeden, ale sprawców wchodzi w grę kilku. Muszę trochę posprawdzać i połapać ludzi. No, nie tu… Spokojnie, dopiero dochodzi do pionu.
W oczach miałam ten most i wiedziałam doskonale, że to jeszcze potrwa.
– A jak na niego trafiłaś? Bo ja przez pomyłkę.
– Ja prawie też. Guzik w windzie się świecił i zdawało mi się, że to dwudzieste drugie piętro, więc zajęłam się lustrem. Zdjęcia mi przedtem robili, chciałam sprawdzić, jak wyglądam i co mi się tam mogło gdzieś spaskudzić. Dopiero jak stanęła, zobaczyłam, że to dwudzieste trzecie i zanim co, drzwi się otworzyły. Dwóch go trzymało naprzeciwko i taki ładny żywy obraz z tego wyszedł, oni na zewnątrz, ja w środku, patrzyliśmy na siebie z przyjemnym wyrazem twarzy. Ale ja już przycisnęłam dwudzieste drugie. O cholera, przepływa…
– To mów szybciej. Trzymających poznałaś? – Obce twarze z młodego pokolenia. Ale ty wiesz, że ja jestem wścibska.
