
Adela chwyciła Reynevana za kark i pociągnęła na siebie. Reynevan, uchwyciwszy to, co należało, kochał ją. Kochał mocno i zapamiętale i – jakby tego było mało – szeptał jej do ucha zapewnienia o miłości. Był szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy.
Szczęście, którym właśnie się upajał, Reynevan zawdzięczał – pośrednio, ma się rozumieć – świętym Pańskim. Bo to było tak:
Czując skruchę za jakieś grzechy, znane tylko jemu i jego spowiednikowi, śląski rycerz Gelfrad von Sterczą wybrał się na pąć pokutną do grobu świętego Jakuba. Ale w drodze zmienił plany. Uznał, że do Compostelli jest zdecydowanie za daleko, a ponieważ święty Idzi też sroce spod ogona nie wyleciał, tedy pielgrzymka do Saint-Gilles wystarczy w zupełności. Ale do Saint-Gilles nie było Gelfradowi dane dotrzeć również. Dojechał tylko do Dijon, gdzie trafem poznał szesnastoletnią Burgundkę, prześliczną Adelę de Beauvoisin.
