Wyjaśnienie nasuwało się jedno – w tym, co dla Taboru robił, Bohuchval Neplach był fachowcem. A fachowcom wybacza się wiele. Trzeba wybaczać. Bo o fachowców niełatwo. – Jeśli chcesz wiedzieć – podjął Flutek – to ja tę twoją opowieść, jak i twoją osobę zresztą, od samego początku zaszczycałem wyjątkowo małym kredytem zaufania. Tajne zjazdy, sekretne narady, ogólnoświatowe spiski, to są rzeczy dobre w literaturze, przystające takiemu, dajmy na to, Wolframowi von Eschenbach, u Wolframa i owszem, miło czyta się o tajemnicach i spiskach… o misterium Graala, o Terre Salyaesche, o różnych Klinschorach, Flagetanisach, Feirefizach i innych Titurelach. W twojej relacji trochę za dużo było tej literatury. Innymi słowy, podejrzewam, żeś zwyczajnie nałgał. Reynevan nic nie powiedział, wzruszył tylko ramionami. Dość demonstracyjnie. – Powody twoich konfabulacji – ciągnął Neplach – mogą być różne. Ze Śląska uciekałeś, jak twierdzisz, bo byłeś prześladowany, groziła ci śmierć. Jeśli to prawda, to nie miałeś wszak innego wyjścia, jak wkraść się w łaski Ambroża. A jak skuteczniej, niż ostrzegając go przed knutym na niego zamachem? Potem postawiono cię przed Prokopem. Prokop w zbiegach ze Śląska zwykle podejrzewa szpiegów, wiesza więc wszystkich równo i per saldo wychodzi na swoje. Jakim więc sposobem ratować skórę? Ot, choćby wziąć i ogłosić rewelacje o tajnej naradzie i spisku. Co powiesz, Reynevan? Jak to brzmi? – Wolfram von Eschenbach by pozazdrościł. A turniej na Wartburgu wygrałbyś jak nic. – Powodów, by zmyślać – podjął niewzruszenie Flutek – miałeś więc dosyć. Ale ja myślę, że tak naprawdę był jeden. – Jasne – Reynevan dobrze wiedział, o co chodzi. – Jeden. – Do mnie – w oczach Flutka pojawiły się dwa złote diabełki – najbardziej przemawia hipoteza, że twoje matactwa mają za zadanie odwrócić uwagę od sprawy prawdziwie istotnej. Od pięciuset grzywien*, zagrabionych poborcy podatków. Co na to odpowiesz, medyku?



21 из 521