
– Bóg jest sędzią – rzekł chrapliwie. – Ci, co tu leżą, nie mieli Jego pieczęci na czołach. Nie było ich imion w księdze żywych. – Zresztą – dodał po chwili ciężkiego milczenia – nie zapraszaliśmy ich tutaj.
– Neplach?
– Czego?
– Wciąż każesz mnie szpiegować, twoje zbiry wciąż łażą za mną. Będziesz nadal kazał mnie śledzić? – A bo co?
– Wydaje mi się, że nie ma potrzeby…
– Reynevan. Czy ja ciebie uczę, jak przystawiać pijawki?
Milczeli czas jakiś. Flutek wciąż wracał wzrokiem do uciętego stryczka, zwisającego z belki sufitu. – Szczury – przemówił w zamyśleniu – uciekają z tonącej nawy. Nie tylko na Śląsku szczury spiskują po grangiach i zamkach, rozglądają się za zagraniczną protekcją, liżą zadki biskupom i hercogom. Bo ich nawa tonie, bo strach u dupy, bo koniec złudnych nadziei. Bo my w górę, a oni w dół, do kloaki! Korybutowicz się wykopyrtnął, pod Usti pogrom i masakra, Rakuszanie na głowę pobici i wykończeni pod Zwettlem, na Łużycach pożary aż po
sam Zgorzelec. Uherski Bród i Preszburg w strachu, Ołomuniec i Tyrnawa trzęsą się za murami. Prokop triumfuje… – Na razie.
– Co na razie?
– Tam, pod Strzybrem… Na mieście mówią…
– Wiem, co mówią na mieście.Idzie na nas wyprawa krzyżowa.
– Normalka.
