
– Nieładnie… – mruknął. – Oj, nieładnie to wygląda. Vulnus punctum, rana kłuta. Głęboka… Nałożę opatrunek, ale bez dalszej pomocy się nam nie obyć. Dowiozę cię pod Strzegom.
– Strzegom… oblężony… Husyci…
– Wiem. Nie ruszaj się.
– Ja ciebie… – wydyszał armiger. – Ja ciebie chyba znam…
– Mnie, wyobraź sobie, twoja gęba też się wydaje znajoma.
– Jestem Wilkosz Lindenau… Giermek rycerza Borschnitza, świeć, Panie, nad jego duszą… Turniej w Ziębicach… Wiodłem cię do wieży… Boś ty jest… Boś wszak jest Reinmar z Bielawy… Tak?
– Aha.
– Toś ty przecie… – Oczy armigera rozwarły się z przerażenia. – Chryste… Tyś jest…
– Przeklęty w domu i na dworze? Zgadza się. Teraz zaboli.
Armiger silnie zacisnął zęby. W samą porę.
* * *
Reynevan prowadził konia. Skulony w siodle Wilkosz Lindenau stękał i pojękiwał.
Za wzgórzem i lasem był gościniec, przy nim, niedaleko, osmalone ruiny, resztki do gruntu rozwalonych budynków, w których Reynevan z trudem rozpoznał niegdysiejszy karmel, klasztor zakonu Beatissimae Virginis Mariae de Monte Carmeli, służący niegdyś jako dom demerytów, miejsce odosobnienia i kary dla księży zdrożnych. A dalej był już Strzegom. Oblężony.
Oblegająca Strzegom armia była liczna, Reynevan z pierwszego rzutu oka oszacował ją na dobre pięć, sześć tysięcy ludzi, potwierdzały się zatem pogłoski, że Sierotki otrzymały posiłki z Moraw. W grudniu ubiegłego roku Jan Kralovec wiódł na śląską rejzę niecałe cztery tysiące zbrojnych, z proporcjonalną liczbą wozów bojowych i artylerii. Obecnie wozów było z pięćset, a co do artylerii, to akurat teraz właśnie wypadło jej się zaprezentować. Jakieś dziesięć bombard i moździerzy wypaliło z hukiem, zasnuwając dymem działobitnie i przedpole. Kamienne kule z gwizdem poleciały ku miastu, waląc w mury i budynki. Reynevan widział, w co trafiły pociski, wiedział, w co celowano. Ostrzałowi poddawano Wieżę Dziobową i basztę nad Bramą Świdnicką, główne bastiony obrony od południa i wschodu, jak również bogate kamienice w rynku i kościół farny. Jan Kralovec z Hradku był doświadczonym dowódcą, wiedział, komu dokuczać i czyj majątek niszczyć. O tym, jak długo miasto się broniło, decydowały zwykle nastroje wśród patrycjatu i kleru.
