Mieliśmy właśnie wejść do pałacu i warta sprezentowała broń, gdy nagle nadleciał mój znajomy koliberek i usiadł mi na ramieniu. Wyznał mi, że bardzo się do mnie przywiązał i że będzie mi odtąd towarzyszył aż do pierwszych jesiennych deszczów. Koliber porozumiewał się ze mną w narzeczu tri-tri, używanym przez ptaki południowoafrykańskie, toteż dla uproszczenia przezwałem go Tri-Tri, co nawet pan Kleks uznał za bardzo trafne.

Pałac królewski zbudowany był z dużych muszli, zestrojonych w tak misterny sposób, że gdy wchodziło się do sali tronowej, ich szum rozbrzmiewał dźwiękami hymnu narodowego Alamakoty. Ponieważ muszle nanizane były na wysokie stalowe pręty, które obracały się dokoła swej osi, nadworny muzyk odpowiednio wprawiając je w ruch, mógł zmieniać melodie i wygrywać na muszlach stosownie do okoliczności różne alamakotańskie marsze.

Przy dźwiękach hymnu narodowego zbliżyliśmy się do królewskiego tronu, który wykonany był w kształcie fregaty wyposażonej w żagle, ster i mostek kapitański. Z tego mostku król wygłaszał orędzia do narodu. Trzeba bowiem pamiętać, że Kwaternoster I był starym marynarzem i zasłynął niegdyś jako kapitan Kwaterno.

– Witam, cię królu – powiedział poufale pan Kleks. – Pozwól, że przedstawię ci moich przyjaciół. Oto pan Lajkonik…

– Lewkonik – poprawił hodowca róż.

– Tak tak… Przepraszam… Pan Lewkonik… A to są jego kwiatuszki, czyli pięć córek… A, to pan Wazonik…

– Weronik panie profesorze – przerwał mu stary dozorca.

– Wybacz, drogi przyjacielu, ale nie przywiązuję wagi do nazwisk – rzekł wielki uczony. – Ważny jest nie człowiek, lecz jego dzieło. O Ambrożym Kleksie ludzkość może zapomnieć, ale mój twór, Alojzy Bąbel przejdzie do historii. Tak jak do historii przejdą czyny sławnych bajdockich żeglarzy z królem Kwaternostrem I na czele. Niech żyje król!

– Niech żyje! – zawołaliśmy chórem, a muszle powtórzyły nasze głosy wielokrotnym echem. Dworzanie uderzali przy tym zegarkami o podłogę, wskutek czego powstał taki zgiełk, że Tri-Tri przerażony uciekł przez okno.



16 из 130