

***
CZĘŚĆ PIERWSZA. MIĘDZY NOCĄ A ŚWITEM
1
Unni siedziała blisko, bliziutko Jordiego na trawie. Obejmowała go mocno, tak mocno, jakby nigdy nie miała zamiaru go puścić.
– Nie wolno ci wchodzić do tej doliny – zaszlochała głosem zduszonym od płaczu.
– Przecież muszę – odparł cicho. – Odnaleźć ją mogą jedynie dwaj bracia. I na pewno stamtąd wrócę, obiecuję ci to – dodał przygnębiony.
Miguel posłał mu spojrzenie wyrażające wielkie niedowierzanie.
– Ale my, pozostali, też chyba musimy tam iść? – spytała Sissi.
– Tak, to nie ma znaczenia, czy będzie nam towarzyszył ktoś jeszcze – odparł Jordi. – Ale bracia są najważniejsi.
– I Unni – dodał Miguel.
– Dlaczego Unni? – spytał Morten, tak wyczerpany fizycznie i psychicznie, że aż położył się na ziemi.
– Unni jest bardzo ważna z wielu powodów. Ale jedno jest przecież oczywiste: to ona jest tą tak zwaną najnędzniejszą z nędznych i to ona wskaże drogę.
– Przecież już ją nam wskazała. Z pomocą dwóch małych ptaszków.
– To jeszcze nie koniec – oświadczył Miguel krótko. Antonio popatrzył na niego zdziwiony. Młody „Hiszpan” był niezwykle podobny do Jordiego, przypominał go zarówno budową ciała, jak i kolorem włosów, a może trochę również rysami twarzy. Po chwili Antonio zdecydował się zadać Miguelowi pytanie:
– Ile ty właściwie wiesz? Miguel zwlekał z odpowiedzią.
– Otrzymałem trochę informacji od Mistrza, ale on również nie wie, co jest waszym celem, i nie rozumie, o co w tym chodzi. Urraca przesłoniła wgląd w tajemnicę, a i Wamba również przyczynił się do niemożności jej przeniknięcia.
