
— Naprawdę zajmujące — stwierdził Toller, lecz jego uwagę rozproszyła tańcząca w wyobraźni twarz księżnej Yantary. „W jaki sposób zaaranżować następne spotkanie?” zastanawiał się. „Ile to może potrwać?”
— Moim zdaniem — ciągnął Steenameert — w obecnej sytuacji następnym logicznym posunięciem byłoby przygotowanie odpowiedniej ekspedycji, wiele dobrze wyposażonych statków z osadnikami na pokładzie i wysłanie ich, abyśmy na nowo zapanowali nad Starym Światem, tak jak to przepowiedział król Prąd.
Toller już wcześniej podświadomie zauważył, że jak na wojskowego Steenameert wyraża się niezwykle wytwornie, a także ma lepsze wykształcenie, niż można by oczekiwać. Przyjrzał mu się z nowym zainteresowaniem.
— Dużo o tym rozmyślaliście, prawda? — spytał. — Chcielibyście wrócić na Land?
— Tak jest, panie kapitanie! — Gładka skóra na twarzy Steenameerta zaróżowiła się lekko. — Jeśli Królowa Dase-cne postanowi wysłać flotę na Land, pierwszy zgłoszę się na ochotnika. A jeśli pan, panie kapitanie, byłby też skłonny polecieć, czułbym się zaszczycony służąc pod pana rozkazami.
Toller zadumał się nad tym, a wyobraźnia podsunęła mu ponury obraz garstki statków kręcących się bez celu pośród tonących w trawie ruin, w których spoczywają miliony ludzkich szkieletów. Wizja ta straciła do reszty swój urok, gdy pomyślał, że nie ma w niej miejsca dla Yantary. Gdyby poleciał na Land, żyliby dosłownie w różnych światach. Nie mógł wyjść ze zdziwienia, kiedy uświadomił sobie, że przyznaje księżnej tak doniosłe miejsce w swoich planach, zwłaszcza iż nie ma po temu żadnych podstaw. Stanowiło to miarę wyłomu, jaki powstał w murach jego emocjonalnej niezależności.
— Niestety, nie pomogę dostać się wam z powrotem na Stary Świat — odrzekł. — Zdaje się, że będę dość zajęty tu, na Overlandzie.
Rozdział 2
