
— Oto i ona — odparł Toller, podniósłszy do oczu lornetkę w samą porę, by dostrzec pióropusze strzelające z głównych silników statku księżnej. — Albo księżna opuszcza nas fukając ze złości, albo postanowiła dotrzeć do celu przed nami. Jeśli to, co słyszałem o księżnej Yantarze, nie mija się z prawdą, to… tak! Będziemy mieli wyścig.
— Cała naprzód?
— A jakżeby inaczej? — rzucił Toller. — I każ ludziom założyć spadochrony.
Na wzmiankę o spadochronach rozradowanie na twarzy Feera przemieniło się w niepokój.
— Chyba nie myśli pan, że dojdzie do…
— Kiedy dwa statki wydzierają sobie ten sam kawałek nieba, wszystko może się zdarzyć — odrzekł Toller z nutą jowialności, karcąc delikatnie porucznika za niewłaściwą postawę. — Podczas zderzenia nietrudno o śmierć, a ja wolałbym, by spotkała ona naszego przeciwnika.
— Według rozkazu, panie kapitanie.
Feer odwrócił się dając sygnał mechanikowi i w chwilę potem główne silniki odrzutowe zawyły, uzyskując maksymalną moc. Dziób długiej gondoli podniósł się, gdy ciąg silników próbował obrócić całym statkiem dokoła środka ciężkości, ale sternik prędko wyrównał kurs zmieniwszy kąt ustawienia silników. Jedną ręką operował drążkiem i mechanizmami zapadkowymi, gdyż silniki nowego typu miały lekką konstrukcję z nitowanych rur metalowych.
Nie tak dawno temu pojedynczy silnik zużyłby cały zapas kryształów drzewa brakka, niszcząc samo drzewo, a w rezultacie i tak byłby powolny i niewygodny w obsłudze. Źródło energii nadal stanowiła wprawdzie mieszanka kryształów pikonu i halvellu, które od wieków pobierały z gleby korzenie drzew brakka, obecnie jednak kryształy uzyskiwano bezpośrednio z ziemi według metod rafinacji chemicznej wymyślonej przez ojca Tollera, Cassylla Mara-ąuine.
Chemia i metalurgia były kamieniem węgielnym ogromnej fortuny i wpływów rodziny Maraąuine, co z kolei stanowiło źródło większości konfliktów między Tollerem a jego rodzicami.
