
— Za rzeką jest niebezpiecznie — oświadczył.
— Tym bardziej będę wam potrzebna. Żeby ją znaleźć i żeby ostrzec, czy nie nadchodzi ktoś jeszcze.
— Matka mnie zabije, jeśli się dowie, że cię zabrałem.
— W takim razie wymknę się zaraz, tylnymi drzwiami.
— Powiedz jej, że idziesz z wizytą do pani Smith.
— Nic jej nie powiem, tato, albo powiem prawdę.
— No to zostanę tutaj i będę się modlił, żeby dobry Bóg ocalił mi życie i nie pozwolił jej zauważyć, jak wychodzisz. Spotkamy się o zachodzie słońca przy ujściu Hatrack.
— Nie można…
— Nie. Ani minuty wcześniej. Dopiero po ciemku możemy przepłynąć rzekę. Jeśli ją złapią albo umrze, zanim się tam dostaniemy, to trudno. Bo nie wypłyniemy za dnia. To pewne.
Hałas w lesie. To przeraża czarną niewolnicę. Drzewa chwytają ją, sowa skrzeczy, mówi, gdzie mają jej szukać. Rzeka śmieje się bez przerwy. Nie może się ruszyć, bo upadnie po ciemku i zrani dziecko. Nie może zostać, bo na pewno ją złapią. Lot nie oszuka odszukiwaczy, oni widzą daleko i znajdą ją nawet mnóstwo mil od plantacji.
Krok, na pewno. Panie Boże Jezu zbaw mnie od tego diabła w ciemności.
Krok, oddech, szelest rozsuwanych gałęzi. Ale nie ma latarni. To, co nadchodzi, widzi mnie po ciemku! O Panie Boże Mojżeszu Zbawco Abrahamie!
— Dziewczyno.
Ten głos, słyszę ten głos. Nie mogę oddychać. Słyszysz go, chłopcze-dziecko? Czy śnię sobie ten głos? Głos damy, bardzo cichy głos damy. Diabeł nie mówi głosem damy, każdy to wie, prawda?
— Dziewczyno, przychodzę zabrać cię za rzekę, pomóc tobie i twojemu dziecku przedostać się na północ. Na wolność.
