
Ślub był tradycyjny, odbywał się w wiejskim kościele. Bellę wzruszyła ceremonia. Podobnie jak Phoebe popłakała się ze wzruszenia, i wcale nie były jedynymi osobami, które wycierały oczy przez większą część mszy.
W końcu Kate i Finn stanęli w pełnym słońcu przed frontonem mrocznego kościoła. Doskonale pasowali do siebie i Bella po raz kolejny nie mogła opanować łez.
– Już dawno tak się nie spłakałam – chlipnęła do Phoebe.
– Oni naprawdę są szczęśliwi – odrzekła przyjaciółka, pociągając nosem.
– Co się z wami dzieje? – dopytywał się Josh. – Podobno ślub to radosna uroczystość.
– To babskie sprawy – wyjaśnił Gib wyrozumiałym tonem. – Takie szlochy oznaczają, że panie dobrze się bawią. Dojdą do siebie, gdy tylko łykną szampana.
Bella zauważyła, że Aisling nie uroniła żadnej łzy. Ta to przynajmniej nie zniszczy sobie makijażu, pomyślała.
Tymczasem Aisling przylgnęła do ramienia Josha. Była ładna i wyglądała doskonale w kostiumie w morskim kolorze i irytująco eleganckim kapeluszu. Bella była dumna ze swojego nakrycia głowy, ale w porównaniu z kapeluszem Aisling wydał się jej przesadny i śmieszny.
W towarzystwie Aisling za każdym razem czuła się niezręcznie. Gdy tamta zachowywała się z dyskretną pewnością siebie, ona wydawała się za hałaśliwa. Tamta była elegancka, Bella zbyt wyzywająca. Aisling potrafiła rozbić namiot i zjechać po linie ze skały. Dla wychowanej w mieście Belli było to zbyt trudne zadanie. Cóż, Aisling rzeczywiście świetnie pasowała do Josha, a Bella była tylko jego przyjaciółką.
Odwróciła się i przybrała szeroki uśmiech, bo nadeszła pora na pamiątkowe zdjęcia. Gib wszystko świetnie zorganizował. Po nieuniknionych, upozowanych ujęciach z rodzinami zaczęły się grupowe fotografie z przyjaciółmi państwa młodych. Przed aparatem ustawiły się Caro, Phoebe i Bella, które kiedyś mieszkały razem z Kate. Caro i Phoebe przyszły oczywiście z mężami. Do następnego zdjęcia Kate i Finn zaprosili najbliższych przyjaciół, czyli Phoebe i Giba, Josha i Aisling oraz Bellę.
