Czas mijał. Zgasił światło, po czym ostrożnie uchylił drzwi. Nastawił ucha, ale w pobliżu wyjścia panowała cisza. Wyśliznąwszy się na zewnątrz, bezszelestnie zszedł po metalowych stopniach i mijając dudniący generator, szumiące wentylatory i rozdziawioną paszczę tunelu, pośpieszył na górę rampą wokół torów i schodami na dolny poziom stacji Grand Central. Tam wmieszał się w strumień idących ludzi – krępy mężczyzna pod czterdziestkę, o wypukłej klatce piersiowej, sztywnej sylwetce i nalanej, spierzchniętej twarzy z wydatnymi kośćmi policzkowymi, wąskimi ustami, ciężkimi powiekami i wyblakłymi oczami.

Z biletem w ręku ruszył do przejścia na górny poziom, skąd odjeżdżał pociąg do Carley w stanie Connecticut.

4

Neil stał na rogu ulicy, czekając na szkolny autobus. Wiedział, że pani Lufts obserwuje go przez okno. Nienawidził tego. Żadna z matek jego kolegów tak nie robiła. Można by pomyśleć, że jest maluchem z przedszkola, a nie pierwszoklasistą.

Kiedy padało, musiał czekać w domu na przyjazd autobusu. Tego też nienawidził. Próbował wytłumaczyć ojcu, że nie jest maminsynkiem, lecz tata tego nie rozumiał. Powiedział tylko, że Neil musi zachować szczególną ostrożność ze względu na astmę.

Sandy Parker chodził do czwartej klasy. Mieszkał przy następnej ulicy, ale wsiadał do autobusu na tym samym przystanku co Neil. Zawsze chciał siedzieć obok Petersona, a Neil tego nie lubił. Sandy zawsze mówił o sprawach, o których Neil nie chciał dyskutować.

Gdy tylko autobus wyjechał zza rogu, pojawił się zasapany Sandy z książkami, lecącymi mu z rąk. Neil ruszył do tyłu przejściem pośrodku autobusu, ale kolega zawołał:

– Tutaj, Neil! Tu są dwa miejsca.

W autobusie panował harmider, dzieciaki przekrzykiwały się nawzajem.

Sandy był wyraźnie podekscytowany. Ledwo usiedli, powiedział:

– Widzieliśmy twojego ojca w dzienniku, kiedy jedliśmy śniadanie.



14 из 191