
Mühlenkampf przekrzywił głowę, bezskutecznie usiłując ukryć przelotny uśmieszek.
— Jedno pan przeoczył, Herr Kanzler. Hiszpania, od 1936 do 1939. Oczywiście nieoficjalnie. To dopiero był ubaw.
Jego uśmiech się poszerzył, a potem Mühlenkampf głośno się zaśmiał.
— Bardzo dobrze, Herr Kanzler. Cokolwiek zrobiliście, żeby mnie odmłodzić, musieliście mieć jakiś powód. Czego ode mnie chcecie? Jakie macie dla mnie zadanie?
Kanclerz odwzajemnił uśmiech.
— Mamy pewne problemy — przyznał. — Jak bardzo nie miał pan kontaktu ze światem w tym domu starców?
Mühlenkampf zastanawiał się przez chwilę.
— Straciłem go chyba w 1921. A skoro o tym mowa, który mamy rok? Skąd się tu wziąłem? Dlaczego znów jestem młody? Jak to się stało, że odzyskałem sprawność umysłu?
— Ach, od czego zacząć? Mamy rok 2004. Tak, generale Mühlenkampf — ciągnął kanclerz, widząc zaskoczenie byłego oficera. — Jest pan dziarskim stuczterolatkiem. A skąd ma pan umysł i ciało dwudziestolatka? To interesująca historia.
Kanzler już dawno postanowił mówić wprost; Mühlenkampf był znany jako człowiek bezpośredni.
— Grozi nam inwazja, panie generale.
— Niemcom? — najeżył się stary-młody. — Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie?
— Wszyscy są w niebezpieczeństwie — odparł kanclerz. — Planeta Ziemia zostanie zaatakowana… właściwie już została… przez obce istoty z kosmosu. Jak powiedziałem, zaczęły już lądować w Stanach Zjednoczonych i…
— Bzdura! Amerykańskie pierdoły. Obcy? Z kosmosu? Herr Kanzler, proszę! Urodziłem się wieczorem, ale nie wczoraj wieczorem!
— To wcale nie pierdoły, Mühlenkampf. Proszę powściągnąć swoje uprzedzenia; ostatnia wojna już dawno się skończyła. A Amerykanie przynajmniej całkowicie pokonali pierwszą inwazję obcych. Nie wszyscy mogą to o sobie powiedzieć. Chociaż zapłacili za to straszliwą cenę. Co do tego, kiedy pan się urodził… Cóż, urodził się pan ponownie jakieś pół godziny temu. Czy byłby pan łaskaw rozważyć implikacje tego faktu?
