
– Jak by to panu delikatnie wytłumaczyć… – Dopiero w tej chwili pomyślałem o Ryanie i o niemożności porozumienia z nim. – Czy dzisiaj ani razu nie rozmawialiście ze sobą…
– Więc jednak znasz tego człowieka! – przerwał mi, zwracając się do kobiety.
– Nie znam go!
– Twierdzisz to kategorycznie, a on utrzymuje, że macie ze sobą coś wspólnego.
– Dlaczego oszukuje pan mojego męża?
Miała nieprzyjazną minę, lecz w końcu musiałem zapytać wprost:
– Czyż nie łączy nas fakt, że pani jest prawdziwą kobietą, co stwarza możliwość porozumienia miedzy nami i wymiany wiadomości na temat…
– Tak bezczelnego podrywacza w życiu jeszcze nie spotkałem! – syknął manekin lodowatym tonem, zanim zdążyłem dokończyć, o jaki temat mi idzie.
– Przecież nie miałem zamiaru…
– To czego pan od nas właściwie chce? – ucięła sucho.
Po szybkiej wymianie zdań zapadła denerwująca cisza. Kiedy wybiegłem za kobietą z metra, wyobrażałem sobie naiwnie, że to, czego od niej chcę, wypisane jest na mojej twarzy i nie wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Teraz – zaskoczony jej chłodnym przyjęciem – przewidywałem tylko, czym może skończyć się ta głupia rozmowa, jeżeli natychmiast nie odejdę. Musiałem pogodzić się z kolejnym niepowodzeniem. Nie potrafiłem porozumieć się ani z przemienionym w imitację człowieka Ryanem, chociaż był on moim kolegą i mogłem mu wszystko powiedzieć, ani z obcą kobietą, która była autentyczna i z całą pewnością widziała dookoła siebie dokładnie to samo co ja.
Tam – naturalne reakcje człowieka obudzonego na scenie pośród dekoracji i przestraszonego nimi nazwane zostały przejawami prymitywnej zarozumiałości, tutaj – bezczelnymi zalotami chama, który podchodzi na ulicy do kobiety prowadzonej przez jej męża i prawi jej tanie komplementy w rodzaju: “Nareszcie spotkałem prawdziwą kobietę!"
Dalsze próby rozbudowywania tej beznadziejnej sceny tak czy inaczej zmierzały do awantury.
– Przepraszam za ten przykry incydent – powiedziałem po przerwie. – Teraz widzę, że pomyliłem panią ze swoją znajomą.
