
– Dalej nie rozumiem, ekscelencjo – w głosie bruneta dała się słyszeć ledwie tłumiona irytacja – dlaczego mojego człowieka i mnie wezwano do tej zbrodni? Czy zechciałby mi pan to wyjaśnić jako mój bezpośredni zwierzchnik? Czy zwiększono nam zakres obowiązków?
– Oczywiście, Mock – blondyn z wąsikiem mówił dyszkantem. – Ale najpierw ustalmy jedno. Nie muszę wam niczego wyjaśniać. Słyszeliście o czymś takim jak rozkaz? Praca w policji opiera się na wydawaniu rozkazów i często wymaga mocnego żołądka. A podwładni mają wykonywać rozkazy, choćby mieli się porzygać sto razy w ciągu jednego dnia. Czy my się rozumiemy, Mock? I nie tytułujcie mnie ekscelencją, chyba że chcecie być bardzo ironiczni.
– Tak jest, panie radco kryminalny – powiedział brunet.
– To dobrze, że to zrozumieliście. – Blond wąsik podniósł się w uśmiechu. – A teraz pomyślcie i odpowiedzcie mi sami: jak sądzicie, dlaczego i ja, i wy tu jesteśmy? Dlaczego komisarz kryminalny Mühlhaus nas poprosił o pomoc?
