
– Tak, tak, ta ostatnia to była prawdziwa furia – powiedział. – Opierała się aż do końca, cały czas krzyczała, że jest niewinna. Nie potrafiła okazać najmniejszego szacunku dla prawa!
– To świadczy tylko o tym, jak bardzo była zatwardziała w grzechu – westchnął pastor. – Pamiętam jedną w zeszłym tygodniu, która nie chciała nawet pomodlić się wraz ze mną do Boga, twierdziła bowiem, że Pan ją zawiódł, całkiem zaprzedała duszę. Doprawdy, to, co robimy, można nazwać błogosławionym uczynkiem.
– Nasze miasto stanie się czyste, będzie godnym miejscem dla Pana – kiwnął głową sędzia. – To szlachetne, kiedy sprawiedliwości stanie się zadość.
Panowie przeszli dalej, odsłaniając Thomasowi pole widzenia. Ukradkiem odwrócił głowę.
Nie, nikogo tam nie było. Jedynie kupiec, który poczęstował się kolejnym kieliszkiem portwajnu z tacy, i stara pani Witherspoon, paplająca mu coś nudnego prosto do ucha. W kącie pokoju siedziała pobożna wdowa po bogatym handlarzu jedwabiem, który przed kilkoma laty zginął tragiczną śmiercią w tutejszym stawie. To dziwna historia, powiadano, że chodził we śnie, podszedł wprost do brzegu sadzawki i wpadł do wody. Nie umiał pływać, a ci, którzy rzucili mu się na ratunek, mówili, że poszedł na dno jak kamień.
Nieszczęśliwa kobieta siedziała teraz ze skromnie spuszczonym wzrokiem. Ubrała się bardzo spokojnie, w ciemne szarości i biel, ani stara, ani młoda, ani ładna, ani brzydka. Jej pospolitą twarz otaczały niesforne włosy, które kiedyś miały kolor marchewki, teraz jednak nieładnie posiwiały. Oczy, niekiedy spoglądające bardzo bystro, skierowane były teraz na złożone dłonie, kobieta przedstawiała sobą prawdziwe uosobienie samotności.
Nie, nikt na niego nie patrzył, to jakieś przywidzenie.
Szkoda mu się jednak zrobiło samotnej niewiasty w kącie. Pobożna Griselda jest wszak wszystkim tak życzliwa. Gdyby tylko zdołał oderwać się od córki lekarza, podszedłby do niej zamienić kilka słów. Ktoś musi się przecież zająć tymi, którzy stoją z boku.
