Możliwe, że w swym ruchu wplątuje się — jak ślepiec w domu pełnym pajęczyn — w te wysoce specjalizowane cienkie włókna czasoprzestrzeni, które usiłują się mnożyć w każdej napotkanej historii, rozciągać ją, rozłamywać, układać w nowe formy.

A możliwe, że nie, naturalnie. Filozof Didactylos streścił alternatywną hipotezę jako: „Rzeczy po prostu się zdarzają. A co tam…”.


Najstarsi magowie Niewidocznego Uniwersytetu stali wokół i przyglądali się drzwiom.

Nie było żadnych wątpliwości, że ten, kto je zamknął, chciał, by pozostały zamknięte. Dziesiątki gwoździ mocowały skrzydło do framugi. W poprzek ktoś przybił deski. W dodatku aż do dzisiejszego ranka były ukryte za biblioteczką, którą ktoś przed nimi ustawił.

— I jest jeszcze kartka, Ridcully — przypomniał dziekan. — Czytałeś ją, jak przypuszczam. No wiesz, ta kartka, co jest na niej napisane: „Pod żadnym pozorem nie otwierać tych drzwi”.

— Pewnie że czytałem — potwierdził Ridcully. — Myślicie, że czemu chcę je otworzyć?

— No… czemu? — zapytał wykładowca run współczesnych.

— Żeby sprawdzić, dlaczego są zamknięte, oczywiście

Skinął na Moda, uniwersyteckiego ogrodnika i krasnoluda do wszystkiego, który stał w pobliżu z łomem w ręku.

— Bierz się do roboty, chłopcze.

Ogrodnik zasalutował.

— Się robi, proszę pana.

Przy akompaniamencie trzasków łamanego drewna Ridcully ciągnął dalej:

— Z planów wynika, że to była łazienka. Przecież, na miłość bogów, nie ma w łazienkach niczego strasznego. Chcę mieć łazienkę! Mam już dość chlapania się razem z wami, chłopcy. To niehigieniczne. Można coś złapać. Ojciec mi mówił. Kiedy dużo ludzi kąpie się razem, Gnom Kurzajka biega dookoła ze swoim workiem.

— To ktoś w rodzaju Wróżki Zębuszki? — zapytał sarkastycznie dziekan.

— Ja tu jestem szefem i mam prawo do osobnej łazienki — oświadczył stanowczo Ridcully. — I tyle na ten temat, jasne? Chcę mieć łazienkę na Noc Strzeżenia Wiedźm, zrozumiano?



2 из 289