
Nagle usunęła na bok swoją rozszalałą nienawiść, ponieważ dotarł do niej widok, jaki oglądała w lustrze. Nareszcie zyskała okazję, żeby ubrać się w swoje wymarzone sari. Słusznie mniemała, że w tych zwojach zielonego jedwabiu będzie jej do twarzy…
Pułkownikowi na widok żony, którą ujrzał w całej krasie dopiero w momencie witania pierwszych gości, zaparło dech i odjęło mowę. Opanował się jednak i nawet odzyskawszy głos, nie powiedział ani słowa, zostawiając skarcenie tej wariatki na później. Zacisnął tylko szczęki, po czym, ku własnemu nieopisanemu zdumieniu na twarzach i w oczach przybywających dam ujrzał nie zgorszenie i potępienie, jakich się spodziewał, tylko wyraźne błyski zazdrości i uznania. Damska moda nie stanowiła jednej z jego najmocniejszych stron, zawahał się zatem w głębi duszy, zastanowił i zrezygnował z protestów.
Garden party rozkręciło się ponad wszelkie spodziewania. Ogród pułkownika, obszerny, zadrzewiony i zakrzewiony, w części stanowił niemal prawdziwą dżunglę, możliwości stwarzał zatrzęsienie. Wszyscy wzajemnie niknęli sobie z oczu, odnajdywali się znienacka, śledzili, straszyli i zachowywali się jak rozbawione dzieci. Arabella bez wielkiego trudu umknęła wielbicielom i skryła się wśród roślin w owym odległym kącie.
Mur, otaczający posiadłość, był tam zrujnowany i żaden żołnierz nie stał na straży, a gdyby nawet stał, widoczność miałby nie większą niż na dwa kroki.
