– Może masz rację, nie będę się sprzeczać. Korci mnie prababcia…

– W jakim sensie?

– Tak mi się wydaje, że musiała wiedzieć więcej niż ujawniła w tym dziwnym liście do nas. Skąd…? Nie z tego przecież…?

Potrząsnęła trzymanym w ręku arkusikiem. Już otworzyłam usta, żeby zadać głupie pytanie, ale okazało się, że nie ma potrzeby, znów zgadłam, co ma na myśli. Do Brantome'a prababcia nie dotarła i korespondencji przodka nie czytała, gdyby znalazła list, nie zostawiłaby go w książce, bądź co bądź był to cenny dokument, świadczący o prawie własności.

– Miło ze strony pradziadka, że nie rąbnął klejnotu w wirze bitwy, mordując radżę – zauważyłam marginesowo. – Zdaje się, że nasi protoplasci, oddając się lekturze, nagminnie zostawiali w niej zakładki z tego, co mieli pod ręką. Co tam było? Zaproszenie na piknik…

– Pół zaproszenia.

– W Molierze, o ile pamiętam…

– I cała kartka dziękczynnych głupot…

W części nie tkniętej poszukiwaniem zapisków istotnie znalazłyśmy kawałki korespondencji, tkwiącej od wieków między kartkami książek. W części przejrzanej nie było nic. Nie stanowiło to wprawdzie żadnego dowodu, ale pozwalało na supozycje.

– Zabytkowej korespondencji, ogólnie rzecz biorąc, powinno być tu więcej… – zaczęłam, ale Krystyna mi przerwała.

– Mnie ten diament interesuje – oznajmiła stanowczo. – Przemawiają do mnie nadzieje prababci, a kto wie, może i rzeczywiście on gdzieś istnieje i uda nam się go znaleźć. Spróbowałabym… Co ty na to?

– Właśnie ruszyłam temat i przerwałaś mi na wstępie – wytknęłam z irytacją i usiadłam przy stole naprzeciwko niej. – W każdym normalnym, współczesnym domu poniewiera się jakaś korespondencja, pamiątkowa albo taka, którą zapomniano wyrzucić, albo zostawiono ze względu na znaczki…



26 из 202