
– Daj ci Boże zdrowie – powiedziałam ze szczerego serca – Może i… A może pojechałabyś uprzejmie najpierw do Paryża, a dopiero potem do Tybetu?
– Skoro prababcia wywinęła taki numer… Czekaj, tu jest coś o hrabiostwie wujka. Czy to nie on powinien dziedziczyć?
Znałam wujka, tak samo jak ona. Pomyślałam, że musiała zgłupieć do reszty.
– Nawet jeśli, to co? Uważasz, że podważy testament? Kto, wujek Wojtek?
– No nie – zreflektowała się Krystyna. – Ani wujek, ani ciotka. Ani babcia. Czy babcia nie była z prababcią w wojnie?
– Na moje oko była. Odczep się ode mnie chwilowo. Zanim co, skoczmy do rodziny, potem się zastanowisz. Kiedy Andrzej wyjeżdża do tego Tybetu?
– Za dwa tygodnie.
– To jeszcze zdążymy pomyśleć…
***
– Nie chcę wprowadzać żadnych zadrażnień rodzinnych – powiedziała z zaciętością babcia Ludwika. – Ale widzicie, moje dzieci… Rodzona matka zostawiła mnie samą w czasie wojny i żeby nie spadek po babci, umarłabym z głodu. Za ten spadek wszyscy żyjecie do tej pory, a z Noirmont nie chcę mieć nic wspólnego. List, mówicie…? Jeśli wasza prababka zostawiła dla was jakiś list, możecie być pewne, że dotyczy biblioteki. To była jakaś obsesja od pokoleń, mnie też usiłowano do tego zapędzić, ale nie dałam się. No owszem, wyjdziecie na swoje.
– Czy prababci w ogóle coś z majątku zostało? – spytała Krystyna. – Czy tylko ta ruina zamkowa?
– W jakim sensie biblioteki? – spytałam równocześnie. – Co z biblioteką należało zrobić?
