Posadzki układają się w ogromne czerwone i białe kwadraty. Wyszorowane i wypucowane do blasku. Ani śladu kurzu: pod ścianą, na progach, przy cokołach – ani jednego pyłku. Jakiś kajzer wybudował to więzienie, może Fryderyk, albo Wilhelm. Środków nie poskąpił. Kalkulował po niemiecku: tania inwestycja zawsze drożej kosztuje. Pewnie, że można położyć na korytarzach jakąś drewnianą tandetę, ale wtedy raz na sto lat trzeba będzie wszystko wymieniać. Lepiej więc zrobić raz, a dobrze. Raz na zawsze. No więc położono granitowe płyty. I gdy wszystko się skończy, gdy czas dobiegnie kresu, ta posadzka zostanie. Nie zniszczy jej nawet milion pokoleń niemieckich zeków. Kiedy wymrze gatunek ludzki, jak dinozaury i mamuty, więzienie stać będzie nadal jak przed wiekami. Wtedy małpy, czy to co zapanuje na Ziemi, będą spotykać się w tych berlińskich kazamatach i na granitowych posadzkach, pośród ruin i wyrosłej na gruzach pierwotnej puszczy, odprawiać swoje małpie korowody.

Ale póki co, żyją tu jeszcze ludzie. Jedni odziani na czarno, inni w pasiaki. Pasy białe i szare, szerokie na trzy palce. A na głowach eleganckie czapeczki, też w pasy. Estetyczny widok: ogromne, czerwone i białe płyty posadzkowe, jak jakaś gigantyczna szachownica, a po tych płytach przesuwają się figury czarne lub w pasy. Gdyby usunąć z pasiaków szary kolor i odzież stałaby się biała, podobieństwo byłoby zupełne: posadzka w szachownicę, figury w dwóch kolorach. Jednymi ruszaj prosto, innymi po przekątnej, a jeszcze innymi – dwa pola do przodu, jedno w bok.

A gdyby więzienne galeryjki udekorować girlandami kwiatów i w centrum postawić fontannę, otrzymalibyśmy coś na kształt wielkiego domu towarowego, ze schodkami, mostkami i przejściami, bez zewnętrznych okien, natomiast ze szklanym dachem i kopułą: „Jeśli się zgubimy, spotykamy się koło fontanny”. A gdyby jeszcze otworzyć cele, gdyby w celach umieścić małe sklepiki, gdyby czarnych i pasiastych ubrać na kolorowo…

Ale nikomu jakoś nie przyszło do głowy, żeby pootwierać cele i zainstalować fontannę. Dlatego czarodzieja konwojowano nie obok srebrzącej się wody, lecz wzdłuż budek strażników. Prowadzili go tak, jak prowadzi się śnieżną panterę, na smyczach: skórzana obroża na szyi i stalowe linki przytrzymywane przez dwóch klawiszy. Gdyby rzucił się na jednego, to drugi go odciągnie.



16 из 318