Małej wyrzynały się ząbki i LuAnn oba sutki miała już boleśnie pogryzione, ale innego wyjścia nie było. Odżywki dla dzieci były stanowczo za drogie, a mleko się skończyło. Zrazu LuAnn ani myślała podnieść słuchawkę. Tej nocy w zajeździe dla ciężarówek przy międzystanowej ruch był taki, że ani na chwilę nie przytuliła Lisy, umieściła ją w dziecinnym foteliku pod bufetem. Na szczęście mała potrafiła już sama utrzymać butelkę z pokarmem, a kierownik zmiany lubił LuAnn na tyle, że pozwalał jej przychodzie do pracy z córeczką. Telefon w domu rzadko się odzywał. Jeśli już, to przeważnie dzwonił któryś z kumpli Duane’a, żeby wyciągnąć go z domu na piwo albo do pomocy przy obrabianiu jakiegoś pozostawionego bez opieki samochodu, który rozkraczył się na autostradzie. Nazywali takie wypady organizowaniem kasy na browarek i dziewczynki. Często bez żadnego skrępowania rozmawiali o tym w jej obecności. Nie, tak wcześnie nie dzwoniłby żaden z kolesiów Duane’a. Oni o siódmej rano chrapali w najlepsze po kolejnej nocnej popijawie.

Po trzecim dzwonku jej ręka, nie wiedzieć czemu, sama sięgnęła po słuchawkę. Ton mężczyzny był suchy i formalny. Mówił tak, jakby czytał z kartki, i zasypiająca na siedząco LuAnn zrozumiała z tego tyle, że gość chce jej coś sprzedać. Dobre sobie! Jej, która nie ma ani kart kredytowych, ani konta w banku, a cały swój majątek w postaci paru nędznych dolarów trzyma w plastikowej torebce zawieszonej w koszu na zużyte pieluszki Lisy, czyli w jedynym miejscu, gdzie nigdy nie zagląda Duane. Nie owijaj pan w bawełnę, chcesz mnie namówić na jakiś zakup. Numer karty kredytowej? Proszę bardzo, już podaję. Visa? MasterCard? ACCX? Tak, platynowa. Mam je wszystkie, przynajmniej w marzeniach. Ale mężczyzna zapytał ją o nazwisko. A potem napomknął coś o pracy. Wcale nie próbował namawiać jej do kupna czegokolwiek. Proponował jej zatrudnienie. Spytała, skąd ma jej telefon. Wyjaśnił, że z książki telefonicznej. Powiedział to tak autorytatywnym tonem, że od razu mu uwierzyła. Poinformowała go, że ma już pracę. Zapytał, ile zarabia. Z początku nie chciała mu powiedzieć, potem, otworzywszy oczy, żeby spojrzeć na ssącą wciąż Lisę, wymieniła sumę. Sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła.



11 из 462