Wkrótce, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, znowu się zacznie. Za każdym razem było trochę inaczej, ale właśnie to podniecało: ta niepewność. Spojrzał ponownie na zegarek. Tak, wkrótce. Spodziewał się, że spotkanie z oczekiwaną kobietą będzie bardzo produktywne, a co ważniejsze, korzystne dla obu stron.

Chciał zadać LuAnn Tyler tylko jedno pytanie, jedno proste pytanie niosące w sobie potencjał bardzo złożonych konsekwencji. Polegając na doświadczeniu, był w zasadzie pewien, jaką odpowiedź usłyszy, ale nigdy nic nie wiadomo. Miał szczerą nadzieję, że LuAnn dla swego własnego dobra udzieli tej właściwej. Bo była tylko jedna „właściwa” odpowiedź. A jeśli odmówi? Cóż, dziecko nie będzie miało okazji poznać matki, bo zostanie sierotą. Uderzył otwartą dłonią o blat biurka. Zgodzi się. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś odmówił. Jackson potrząsnął energicznie głową. Wytłumaczy jej, przekona, że godząc się na współpracę z nim, dokona jedynego logicznego wyboru. Uzmysłowi, jak odmieni się jej życie. Bardziej, niż potrafiłaby to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Bardziej, niż mogłaby to sobie wyśnić. Jak mogłaby odmówić? Przecież to propozycja z tych nie do odrzucenia.

Jeśli przyjdzie. Jackson potarł grzbietem dłoni policzek, zaciągnął się głęboko papierosem i zapatrzył niewidzącym wzrokiem w gwóźdź wbity w ścianę. Ale właściwie dlaczego miałaby nie przyjść?

ROZDZIAŁ DRUGI

Orzeźwiający wietrzyk swawolił nad wąską gruntową drogą biegnącą przez gęsty las. Droga skręcała ostro na północ, a zaraz potem, równie ostro, na wschód i nurkowała w dół. Ze szczytu niewielkiego wzniesienia roztaczał się widok na ciągnące się dalej morze drzew.



5 из 462