Widok sennych oczek, kształtnych usteczek, pucołowatych policzków i tłustych piąstek za każdym razem przywoływał na jej twarz uśmiech. Córeczka miała osiem miesięcy i rosła jak na drożdżach. Zaczynała już raczkować, kołysząc się zabawnie na boki. Tylko patrzeć, jak stanie na nóżki. LuAnn rozejrzała się i uśmiech zgasł. Niedługo Lisa zacznie zwiedzać swój dom rodzinny. Wnętrze, pomimo wysiłku wkładanego przez LuAnn w utrzymanie tutaj porządku, przypominało pobojowisko, a to głównie za sprawą przypływów temperamentu u mężczyzny rozwalonego teraz na łóżku. Duane Harvey, od kiedy, wtoczywszy się do środka o czwartej nad ranem i zrzuciwszy z siebie ubranie, padł na łóżko, poruszył się może ze dwa razy. Poza tym ani drgnął. Wspominała z rozrzewnieniem ten jedyny dzień we wczesnym okresie ich związku, kiedy Duane nie wrócił do domu zalany. Wtedy właśnie poczęta została Lisa. Łzy zakręciły się w piwnych oczach LuAnn, ale trwało to tylko moment. Nie miała czasu ani ochoty na rozczulanie się, zwłaszcza nad sobą. Przez dwadzieścia lat życia napłakała się już tyle, że wystarczy jej tego do śmierci.

Spojrzała znowu w lusterko. Pieszcząc jedną ręką maleńką piąstkę Lisy, drugą powyciągała wszystkie spinki z włosów i potrząsnęła głową. Włosy spłynęły bujną falą na plecy, na wysokie czoło opadła grzywka. Tak czesała się w szkole, a przynajmniej do siódmej klasy, kiedy to, idąc za przykładem kolegów i koleżanek z tego rolniczego okręgu, zaczęła opuszczać lekcje i szukać możliwości zarobkowania. Wychodzili wtedy z założenia – złego, jak się później okazało – że nauka nie wytrzymuje konkurencji z regularną wypłatą. Zresztą LuAnn wielkiego wyboru nie miała. Połowa jej zarobków szła na pomoc chronicznie bezrobotnym rodzicom. Za drugą połowę kupowała sobie to, na co rodziców nie było stać, głównie jedzenie i ubrania.

Rozwiązując pasek znoszonego szlafroka, pod którym nic nie miała, spojrzała uważnie na Duane’a. Uspokojona brakiem oznak życia z jego strony, szybko wciągnęła majteczki. Odkąd przestała być podlotkiem i zaczęła nabierać kobiecych kształtów, nie było w okolicy chłopaka, który nie wodziłby za nią pożądliwym spojrzeniem.



8 из 462