Bo też dźwigał ładunek dostateczny dla dwu ludzi. Pewno, że nie działa mu się krzywda, w końcu był tylko maszyną, rozwijał w razie potrzeby dzielność szesnastu koni mechanicznych dzięki mikroskopijnej baterii strontu, która zastępowała mu serce. Teraz jednak, pewno wskutek przedsennego zamroczenia, wszystko to razem bardzo się Pirxowi nie widziało, był całą duszą po stronie milkliwego Aniela, skłonny uwierzyć, że tamten, właśnie jak on sam, wcale nie jest spokojny z natury, a wydaje się taki tylko dlatego, ponieważ uznał, że tak właśnie trzeba. Przed samym zaśnięciem myślał sobie coś jeszcze. Były to owe najbardziej intymne rojenia, jakim człowiek w ogóle może się oddawać, pewno dlatego, że po przebudzeniu zwykle o nich nie pamięta i owa jutrzejsza niepamięć rozgrzesza dziś ze wszystkiego. Wyobraził sobie bez słów tę bajkową, mityczną sytuację, która — od dawna wiedział o tym jak wszyscy — nigdy nie mogłaby się ziścić: bunt robotów. I czując głuchą, milczącą pewność, że znalazłby się wtedy po ich stronie, zasnął natychmiast, jakby oczyszczony.

Obudził się wcześnie i nie wiadomo czemu pierwsze, co pomyślał, było, że ustał wiatr. Potem przypomniał sobie Aniela i własne rojenia z nocy, przed snem; zmieszało go trochę to, że coś podobnego mogło mu w ogóle przyjść do głowy. Leżał jeszcze dobrą chwilę, aż doszedł do przeświadczenia nieco uspokajającego, że te przedsenne, chwiejne obrazy naszły go wprawdzie nie na jawie, ale — w przeciwieństwie do snu, który śni się sam — wymagały nieznacznej tylko, na wpół świadomej pomocy z jego strony. Takie psychologiczne roztrząsania były mu obce, więc z kolei zdziwił się, czemu zaprząta sobie nimi głowę, podniósł się lekko na łokciu i nasłuchiwał; panowała zupełna cisza. Odsunął zasłonę małego okienka tuż przy głowie. Przez mętną szybkę zobaczył mrok przedświtu i wtedy dopiero pojął, że trzeba będzie iść w góry. Zeskoczył z łóżka, by zajrzeć jeszcze do wspólnego pomieszczenia. Robota nie było. Tamci już wstawali. Przy śniadaniu Krull powiedział mimochodem, jakby to jeszcze wczoraj zostało postanowione, że muszą wyruszyć zaraz, bo pod wieczór wyląduje Ampere, a składanie baraku i pakowanie rzeczy zajmie co najmniej półtorej godziny, jeśli nie więcej. A powiedział to umyślnie chyba tak, aby nie było jasne, czy mają iść głównie przez brak danych, czy przez Aniela.



12 из 31