— I twoja magia przestaje ją chronić.

— Obawiam się, że tak.

— Czyli teraz pozostałam tylko ja i ta zła kobieta z bagien. I ja zwyciężę.

— Niestety, na to wygląda.

— Powinnaś znaleźć sobie następczynię.

— Nigdy nie miałam na to czasu. Nie wychodzi mi planowanie przyszłości.

Twarz w lustrze urosła — to postać zbliżyła się do swojej strony zwierciadła.

— Przegrałaś, Dezyderato Hollow.

— Tak bywa.

Dezyderata wstała trochę niepewnie i sięgnęła po serwetę.

Postać wyraźnie się irytowała. Pewnie uważała, że ludzie, którzy przegrywają, powinni być załamani, a nie zachowywać się tak, jakby bawili się żartem zrobionym zwycięzcom.

— Czy ty w ogóle rozumiesz, co oznacza przegrana?

— Niektórzy bardzo wyraźnie mi to tłumaczyli — odparła Dezyderata. — Żegnam, droga pani.

I zasłoniła zwierciadło serwetą.

Spod materiału dobiegło jeszcze gniewne syknięcie, a potem zapadła cisza.

Dezyderata stała przez chwilę nieruchomo, jakby zatopiona w myślach.

Potem uniosła głowę.

— Przed chwilą zagotowała się woda — powiedziała. — Może wypijesz filiżankę herbaty?

NIE, DZIĘKUJĘ, odezwał się glos za jej plecami.

— Od dawna czekasz?

OD ZAWSZE.

— Nie zatrzymuję cię, mam nadzieję.

TO SPOKOJNA NOC.

— Przygotuję herbatę. Zostało chyba jedno ciasteczko.

NIE, DZIĘKUJĘ.

— Gdybyś był głodny, to nad kominkiem stoi słój. To prawdziwy klatchiański wyrób, wiesz? Od prawdziwego klatchiańskiego garncarza. Z Klatchu — dodała.

NAPRAWDĘ?

— Za młodu sporo podróżowałam.

TAK?

— Piękne czasy. — Dezyderata szturchnęła pogrzebaczem palenisko. — Taką miałam pracę, rozumiesz. Zresztą pewnie u ciebie jest podobnie.

TAK.

— Nigdy nie wiedziałam, kiedy mnie wezwą. Ty, naturalnie, wiesz takie rzeczy. Głównie do kuchni… Zawsze jakoś trafiałam do kuchni. Czasem na bale, ale zwykle do kuchni. — Podniosła czajnik i nalała wrzątku do imbryka nad ogniem.



6 из 248