– Jezus Mario – powiedziałam, wstrząśnięta, bo dotychczas uważałam go za zwyczajnego gracza i podałam mu nazwisko, adres i telefon. – O Derczyka chodzi? Możemy zacząć od razu, Jeśli pan sobie życzy. Do bomby mamy czas. – Proszę bardzo. O której pani tam poszła?

– Pięć po dwunastej. Z zegarkiem w ręku.

Nie zadawał mi kretyńskich pytań w rodzaju, skąd wiem, że to było pięć po dwunastej i dlaczego tak pilnowałam godziny. Zapytał zwyczajnie, w jakim celu udałam się w zarośla. Wyjaśniłam, że z miłości do zielska, zastanowiłam się i zaproponowałam, żeby mi złożył wizytę. Nikt nie zrozumie co mówię i nikt nie uwierzy, jeśli nie obejrzy mojego mieszkania, gdzie fioł na tle suchej roślinności rzuca się w oczy i tłumaczy wszystko. Może ostatecznie przyjść jutro albo nawet w poniedziałek, wszystko co stoi u mnie, jest w stadiach wysuszenia, wykluczających podstępne przygotowanie dekoracji w ciągu dwóch dni.

Przyjął zaproszenie, zapewnił, że ktoś złoży mi wizytę i spytał, co ja o tym myślę.

– Nie wiem – powiedziałam ostrożnie. – Nie jestem pewna, co widziałam. Zwłoki czy delirium?

– To pierwsze. Nie sprawdziła pani?

– Trudno było bliżej podejść. I między nami mówiąc, nie wyglądał zachęcająco.

– Nikogo innego pani nie widziała?

– Żywego ducha nie było. Od czego umarł? Z przepicia? Dyrektor popatrzył na mnie takim wzrokiem, że zaniepokoiłam się o wejściówkę. Chyba mi zabierze…

– Myślę, że mogę to pani wyjawić, bo i tak się rozejdzie – powiedział nadkomisarz Jarkowski. – Zabity. Popularnie nazywa się to skręceniem karku i sam sobie tego zrobić nie mógł. Ma pani jakiś pomysł w tej kwestii?

– Widzę trzy możliwości – odparłam bez żadnego zastanowienia. – Trener, bukmacherzy albo jakiś gracz. Rozczarowana panienka chyba odpada…? Co do graczy, to najprędzej łysa małpa.



19 из 247