– Wybacz. – Skinął głową. – Tak mi się głupio wyrwało…

Odzyskała siłę wewnętrzną. Gdzieś w głębi serca wyła z bólu i wkrótce zaleje się łzami, ale teraz otoczyła się płaszczem dumy, która musi chronić ją do chwili, gdy zostanie sama. Gdyby tylko mogła stąd uciec i schować się przed tłumem, który przyglądał się jej upokorzeniu. Ale nie ucieknie, tylko wyjdzie stąd z podniesionym czołem.

– Dobrze – rzekła spokojnym tonem. – Skoro tak, lepiej idźmy do domu. – Popatrzyła na Renata. – Ty mnie tu przyprowadziłeś, więc mnie stąd zabierz.

Gdyby nie była taka wściekła, dostrzegłaby w jego oczach niekłamany podziw, lecz jej gniew osłabł, gdy spojrzała na stojącą obok Baptistę. Starsza pani wyglądała przerażająco źle. Cała drżała.

– Wybacz, mamma. To musi być straszne również dla ciebie.

Baptista spróbowała się uśmiechnąć.

– Spróbuj wybaczyć memu synowi, jeśli zdołasz. Nie jest zły, ale zawsze wybierał łatwe drogi. Rozpuściłam go pobłażliwością i oto skutki.

– To nie twoja wina – rzekła z naciskiem Heather, patrząc znacząco na Renata.

– Jesteś niezwykle łaskawa, moja droga – odparła słabym głosem Baptista. – Niezwykle… – Zachwiała się.

– Mamma! - krzyknął Renato i w ostatniej chwili ją podtrzymał.

– Połóż ją. – Angie z druhny zmieniła się w lekarkę i uklękła obok Baptisty.

– Czy to zawał? – spytał Renato, klękając przy matce z drugiej strony.

– Raczej nie. Być może to nic groźnego, ale lepiej zabrać ją do szpitala.

Renato wziął matkę na ręce.

– Mamma - powiedział. – Mamma! Miu Diu! – Ruszył w stronę drzwi. – Szpital jest obok. Zaraz tam będziemy.

– Zajmiemy się gośćmi – dodał Enrico. – Zabierzemy ich do domu, nakarmimy i pożegnamy.

– Dzięki. – Bernardo pospieszył za bratem.

– Co robimy? – Angie spojrzała na przyjaciółkę.

– Do szpitala – postanowiła Heather. – Ja też ją kocham.



53 из 125