
Na automatycznej sekretarce nagrał prośbę, by włożyła bladoniebieską jedwabną sukienkę. Kupił ją dla niej, bo podkreślała jej piękne, ciemnoniebieskie oczy.
Jak zwykle przybył pięć minut wcześniej, przynosząc czerwone róże, które wręczył jej wraz z naszyjnikiem z pereł. Kupił go do tej sukienki.
Na jego widok uśmiechnęła się. Ten wysoki i szczupły przystojniak wydawał się wręcz zapraszać cały świat do wspólnej zabawy.
– Dziś jest szczególny wieczór – powiedział. – Mój starszy brat, Renato, przyjechał z Sycylii. Powinienem wrócić do domu dwa tygodnie temu – dodał smętnie. – Wie, że zostałem z twojego powodu i chce cię poznać. Zaprasza nas do „Ritza".
– Ale wybieraliśmy się do teatru…
– Wybaczysz mi? Ostatnio zaniedbałem obowiązki służbowe. – Uszczypnął ją delikatnie w policzek. – Przez ciebie.
– Za karę wrzucisz mnie do jaskini z lwami? – zażartowała.
– Pójdziemy tam razem. – Objął ją.
Podczas krótkiej drogi do „Ritza" opowiadał o swoim bracie, który zarządzał rodzinnymi posiadłościami na Sycylii. Ciężką pracą odnowił winnice i plantacje oliwek, trzykrotnie podnosząc ich wydajność, dokupował ziemię, aż wreszcie sprawił, że nazwisko Martelli stało się synonimem najwyższej jakości we wszystkich luksusowych hotelach i sklepach na całym świecie.
– Myśli tylko o pracy – zauważył Lorenzo. – O tym, jak zarabiać coraz więcej pieniędzy. Ja tam wolę je wydawać.
– I pewnie dlatego chce wiedzieć, na kogo je przepuszczasz. – Dotknęła eleganckiego i na pewno kosztownego sznura pereł.
– Polubi cię, wierz mi – mruknął Lorenzo, gdy wysiadali z taksówki przed hotelem.
– Ja się nie boję. A ty?
